Jest susza. Jak wiadomo, brak deszczu powoduje, że ludzie schną z pragnienia w pracy, a plony na polach. Jak uschną, to będzie mniejsza produkcja żywności. A przecież nie od dziś wiadomo, że mniej żywności powoduje wzrost oczekiwań na podwyżkę stóp procentowych.

Nie da się ukryć, że żywność ma spory udział w koszyku, na podstawie której Główny Urząd Statystyczny liczy wskaźnik inflacji. Można się więc spodziewać, że wkrótce kilku członków Rady Polityki Pieniężnej zapowie wzrost cen wywołany suszą, a także niebezpieczeństwa dla inflacji. Może nawet pojawi się projekcja inflacji, która zapowie dramatyczny skok wskaźnika wzrostu cen. W przeszłości już się zdarzało, że projekcje pokazywały coś takiego, choć potem dosyć szybko okazywało się, że rzeczywistość nijak się ma do wyliczonych przez NBP wskaźników.

Tak czy owak tzw. ryzyko wzrostu stóp procentowych będzie pierwszym skutkiem suszy. Swoją drogą ciekaw jestem, jak "jastrzębie" będą uzasadniać sugestie, że stopy powinny wzrosnąć. W końcu susza to rzecz sezonowa, więc trudno ją wykorzystać do uzasadnienia dalekosiężnych prognoz. Można sięgnąć po tzw. efekty drugiej rundy - że wysokie ceny żywności spowodują wzrost żądań płacowych, co przełoży się na inflację. Ale płace też rosną - i to dość szybko, ale nie na tyle szybko, żeby było się czego bać. Więc co? Na pewno coś się pojawi. W końcu od pewnego czasu trudno nie odnieść wrażenia, że na wzroście stóp zależy przede wszystkim inwestorom obecnym na rynku długu oraz części Rady Polityki Pieniężnej.