Jak dotąd gospodarka światowa była zadziwiająco odporna na drogą ropę, ale sytuacja się zmienia, bo tempo rozwoju USA słabnie, a inflacja przyspiesza.
Jim Rogers, współzałożyciel funduszu hedgingowego Quantum z grupy George?a Sorosa, uważa, ze prawdopodobnie jeszcze w tym roku cena baryłki ropy naftowej osiągnie 100 dolarów. Francisco Blanch z Merrill Lyncha kwestionuje tę prognozę.
W okresie czterech lat cena baryłki wzrosła trzykrotnie. Wczoraj po 0,4-proc. spadku ropa z dostawą we wrześniu kosztowała w Nowym Jorku 74,15 USD. Benzyna na stacjach w Stanach Zjednoczonych podskoczyła w ostatnich miesiącach do 3 dolarów za galon (3,78 litra), co zagraża wzrostowi gospodarczemu.
Cena 100 USD za baryłkę jako wskaźnik odniesienia (benchmark) po raz pierwszy pojawiła się w marcu ubiegłego roku w raporcie Arjuna Murtiego, analityka Goldman Sachsa. Wzbudziła wówczas sporą wesołość. "Sądzimy, że rynki ropy mogły wejść we wstępną fazę okresu superzwyżek, co może doprowadzić do wzrostu cen do 105 USD" - napisał Murti w raporcie. Zdaniem Rogersa, tempo wzrostu cen ropy i paliw przyspieszy, kiedy zaczną się zmniejszać dostawy ze starych pół naftowych i coraz trudniej będzie znaleźć nowe zasoby.
Obecnie tylko recesja w USA może zahamować wzrost cen tego surowca do 100 USD - uważa Philip K. Verleger, założyciel firmy konsultingowej PK Verleger, współpracownik Instytutu Międzynarodowej Ekonomii w Waszyngtonie. - Nie ma obaw - uspokaja Blanch z Merrill Lyncha. Jego zdaniem, tylko zahamowanie dostaw z Iranu mogłoby popchnąć rynek w górź. Sekunduje mu Tim Evans, analityk Citigroup, który prawdopodobieństwo skoku do 100 USD ocenia jako bardzo niskie.