Na wczorajszym posiedzeniu Rada Unii Europejskiej przyjęła projekt tzw. dyrektywy usługowej. Parlament Europejski zamierza przeprowadzić drugie czytanie dokumentu tuż po wakacjach. Mimo to polski rząd obawia się, że prace nad nim mogą nie zakończyć się w tym roku. Oznaczałoby to powrót do rozmów już za prezydencji Niemiec.

- To byłby negatywny scenariusz. Kraj ten ma zupełnie inne zdanie na temat dyrektywy niż my - mówi minister gospodarki Piotr Woźniak. - Jesteśmy jednym z trzynastu krajów UE, które chciałyby, aby dokument został przyjęty w jak najbardziej liberalnej formie - stwierdza.

Projekt dyrektywy przeszedł od 2004 r. wiele zmian. Wykreślone zostały m.in. przepisy o stosowaniu "zasady państwa pochodzenia". Umożliwiały one firmom działanie na terenie całej Unii według przepisów obowiązujących w ich rodzimym kraju. Polski rząd jest jednak za przyjęciem projektu w obecnym kształcie. Szansę na zmiany stwarzają regulacje mówiące o corocznej analizie barier w świadczeniu usług na wspólnym rynku. Zgodnie z nimi, Komisja Europejska byłaby zobowiązana do przedstawienia projektów aktów prawnych znoszących ograniczenia.