78 procent - tyle na koniec zeszłego roku wynosił udział zagranicznych instytucji finansowych w rynku bankowym Europy Środkowowschodniej.
Gdyby w wyliczeniach uwzględnić Rosję, Ukrainę i Turcję, udział zagranicznych graczy wynosiłby "tylko" 46 proc. Właśnie te trzy kraje przeżyją w najbliższym czasie oblężenie ze strony zagranicznych grup bankowych, które będą dążyć do przejęcia i prywatyzowania lokalnych podmiotów. Bo reszta rynków bankowych regionu jest już bardzo nasycona. Na przykład w Estonii zagraniczne instytucje kontrolują aż 99 proc., a w Słowacji ok. 98 proc. aktywów sektora.
Kto jest największą potęgą na rynku bankowym Europy Środkowowschodniej? Włoska grupa UniCredit (w Polsce ma Pekao i BPH), która jest autorem wyliczeń. Wchodzące w jej skład banki z naszego regionu posiadają aktywa w wysokości 86,2 mld euro i w zeszłym roku zarobiły na czysto 1,3 mld euro. Analitycy UniCredit na drugim miejscu umieścili austriacki Erste Bank, którego banki mają jednak aktywa aż o połowę mniejsze (48,7 mld euro) i zysk w wysokości 711 mln euro. Na trzeciej pozycji znalazł się też austriacki Raiffeisen International (aktywa 42,3 mld euro i 481 mln euro zysku), a na kolejnych: francuska grupa Societe Generale, włoska Banca Intesa i węgierski bank OTP.
UniCredit jest również grupą o największym zasięgu, działającą aż w 17 krajach regionu. Raiffeisen jest obecny w 15 krajach, a Societe Generale w dziesięciu. Co ciekawe, tylko trzy spośród siedmiu czołowych banków, działających w regionie, znajduje się wśród 20 największych instytucji bankowych Europy.