Po środowej zwyżce WIG20 odrobił wszystkie straty poniesione w połowie lipca. Można byłoby więc powiedzieć, że przez ten czas nic się nie zmieniło. Takie stwierdzenie nie byłoby jednak prawdziwe. Uwagę zwraca zmiana liderów w gronie największych spółek. Od czerwcowego dołka rynek w górę prowadził przede wszystkim KGHM. Teraz licząc od szczytu z 12 lipca, wypada najsłabiej w gronie 5 największych firm na parkiecie. Uwagę zwraca też popyt na mniejsze spółki w ostatnich dwóch tygodniach, które do połowy lipca znacznie wolniej niż blue chips odrabiały straty. W defensywie nadal pozostaje TP, co nie zmienia faktu, że widzimy na parkiecie stopniową zmianę liderów. Inwestorzy zaczynają poszukiwać spółek, które przez ostatnie tygodnie zyskały mniej od rynku. Może to być wyrazem ostrożności, ale też potwierdza utrzymującą się w ostatnim czasie przewagę we wpływie na koniunkturę lokalnych czynników nad zewnętrznymi. W efekcie polska giełda wypada w lipcu bardzo dobrze nie tylko na tle dojrzałych parkietów, ale również wschodzących. W gronie tych drugich wyprzedzają nas jedynie Egipt i Wenezuela.

Ta siła warszawskiej giełdy jest w krótkim terminie korzystnym zjawiskiem, ale na dłuższą metę stanowi poważny czynnik ryzyka. Z jednej strony, nie zachęci zagranicznego kapitału do powrotu na nasz rynek, bo ceny znów są na nim wysokie. Z drugiej strony, wiele parkietów ma już za sobą perturbacje związane z podwyżkami stóp procentowych. U nas zagrożenie takim posunięciem dopiero nabiera realnych kształtów. Kolejnym jego potwierdzeniem są obawy inflacyjne wyrażane przez RPP po wczorajszym posiedzeniu.

Zagrożeniem dla GPW są również niepewne perspektywy rynków światowych. Emocjonalne reakcje związane z nadziejami na koniec podwyżek stóp w USA daję raczej złudne wrażenie ich siły. Dość ograniczona skala spadku rentowności długoterminowych obligacji w lipcu sugeruje, że inwestorzy z rynku papierów dłużnych wciąż maję wiele wątpliwości, czy cykl zaostrzania polityki pieniężnej rzeczywiście się kończy.