Mniejszościowi akcjonariusze producenta urządzeń dla energetyki i górnictwa, reprezentowani przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, domagają się od spółki zatrudnienia animatora. - Nie wykluczam, że przychylimy się do tej prośby. Właśnie badamy oferty biur maklerskich - powiedział Andrzej Bywalec, prezes ZEG-u. Jeśli spółka nie znajdzie animatora do 10 sierpnia, jej akcje od 14 sierpnia notowane będą nie w systemie ciągłym, ale jednolitym z dwukrotnym określaniem kursu (fixingiem). Odpowiednią decyzję podjął już zarząd Giełdy Papierów Wartościowych. Doprowadzi to zapewne do pogorszenia płynności papierów spółki.
Tej sytuacji uniknąć chcą udziałowcy mniejszościowi (kontrolują 10,59 proc. kapitału), którzy zawarli porozumienie o wspólnym głosowaniu na WZA. Ich zamiarem jest takie oddziaływanie na zarząd spółki, by jej wartość wzrosła. Dotyczy to nie tylko sposobu notowania akcji. Chcą też zaproponować rozwiązania, które zdynamizują przychody przedsiębiorstwa przy jednoczesnym ograniczeniu kosztów. Działające w ich imieniu SII wystosowało do prezesa ZEG-u oficjalne pismo. Zwraca się w nim z prośbą o zatrudnienie animatora i sygnalizuje możliwość powołania rewidenta do spraw szczególnych. Miałby zweryfikować, czy spółka słusznie ponosi wysokie - zdaniem akcjonariuszy mniejszościowych - nakłady na prace rozwojowe. Dziwić może fakt, że udziałowcy, którym zależeć miało na redukcji kosztów, wnioskują o ich powiększenie, co nastąpi po rozpoczęciu współpracy z animatorem. - Kwestionowane przez nas koszty, jakie ZEG ponosi na badania i rozwój, to ok. 5 mln zł rocznie. Koszty zatrudnienia animatora są niewielkie i mają się nijak do tej kwoty - wyjaśnił Jarosław Dominiak, prezes SII.