Walne zgromadzenie akcjonariuszy producenta prezerwatyw nie przyjęło wczoraj żadnej z proponowanych wcześniej uchwał. Wbrew oczekiwaniom nie zmieniło rady nadzorczej ani nie zdecydowało o podziale akcji w stosunku 1 do 10. Dlaczego? Przedstawiciel funduszu emerytalnego Bankowy, który ma 11,73 proc. akcji Unimilu, poprosił o przerwę w obradach. Do jego wniosku przychyliła się większość akcjonariuszy, w tym inwestorzy indywidualni Maciej Zientara i Daria Duda (mają po około 10 proc. kapitału).
Na NWZA nie było przedstawicieli Ansella, który zabiega o przejęcie polskiej spółki. Na razie w wezwaniu nie kupił żadnej akcji. Wezwanie trwa jednak nadal. - Także w drugim terminie nikt nie sprzeda mu akcji - ocenia Maciej Zientara. Ansell oferuje 50 zł za walor. We wtorek poinformował, że ceny na razie nie podniesie. Tymczasem na giełdzie kurs Unimilu jest sporo wyższy. Na zamknięciu wczorajszej sesji wyniósł 54,7 zł, jednak w trakcie ostatnich dni za akcje polskiej spółki płacono nawet ponad 3 zł więcej.
Warto czekać?
Dlaczego główni akcjonariusze Unimilu nie podjęli wczoraj żadnych decyzji? - W biznesie trzeba być cierpliwym - komentuje Maciej Zientara. Nie chce sprecyzować, co ma na myśli. Zientara dzień wcześniej zapewniał w rozmowie z "Parkietem", że zostanie przewodniczącym rady nadzorczej. Na razie tak się nie stało, co może świadczyć o tym, że inni akcjonariusze jeszcze nie zdecydowali, czy sprzedać akcje Ansellowi, czy też pozwolić inwestorowi indywidualnemu na realizację jego pomysłów. Niektórzy analitycy sądzą jednak, że właściciele Unimilu chcą po prostu zyskać na czasie i zaczekać na dalsze kroki Australijczyków: wyższą cenę w wezwaniu lub rezygnację z próby przejęcia polskiej spółki.
Kto kogo przeczeka