Tylko 5 proc. brakuje WIG20 do pokonania majowego szczytu (3348 pkt). Hurraoptymizm panujący na polskim rynku akcji w ostatnich tygodniach jest co najmniej zastanawiający. Zagadkowa jest przyczyna, dla której WIG20 z łatwością pokonał poprzedni lipcowy szczyt (3066 pkt) i pnie się ku majowemu maksimum. Jest to zagadka dlatego, że podobny optymizm trudno znaleźć na giełdach zagranicznych. Na najważniejszych rynkach analogiczny lipcowy szczyt pozostaje niezdobyty, nie mówiąc już o majowym maksimum. Powrót do niego pozostaje w sferze marzeń na wielu giełdach. Nie wiedzieć czemu polscy inwestorzy przestali w ostatnich tygodniach zwracać uwagę na to, co się dzieje na rynkach wschodzących, chociaż jeszcze w czerwcu zachowanie WIG20 było niemal wierną kopią zmian indeksu MSCI Emerging Markets. Podczas gdy wcześniejsza fala wyprzedaży sprowadziła oba indeksy o jedną czwartą w dół, to trwające od czerwca odreagowanie przyniosło zwyżkę WIG20 o ponad 25 proc., a indeksu MSCI jedynie o 12 proc. Ta niecodzienna siła na tle rynków wschodzących jest bardziej niepokojąca niż dająca podstawy do optymizmu. Od początku tego roku okresy przewagi lub słabości WIG20 wobec indeksu MSCI przeplatały się ze sobą, a ostatecznie na dłuższą metę zmiany obu indeksów były takie same. To by oznaczało, że po okresie obecnej euforii czeka nas powrót do stanu równowagi - albo poprzez spadek WIG20, albo poprzez wyhamowanie jego wzrostu przy jednoczesnej szybszej zwyżce innych rynków wschodzących. Wątpliwości co do trwałości obecnego ruchu w górę są jeszcze większe, jeśli porównamy choćby wykresy KGHM i miedzi. Notowania surowca nie zdołały nawet sięgnąć lipcowego maksimum, a kurs KGHM właśnie je pokonał. To rodzi pytanie, czy inwestorzy nie podchodzą do akcji miedziowego koncernu zbyt optymistycznie.
Być może wyhamowanie zwyżki czeka nas już w najbliższym czasie. Oscylator stochastyczny jest o krok od skrajnie wysokiego poziomu wykupienia - takiego jak w końcu czerwca i w końcu kwietnia. To kolejny argument za ostudzeniem nastrojów na rynku.