Od kilku lat obowiązkowym przedmiotem w szkołach ponadgimnazjalnych są podstawy przedsiębiorczości. Słusznym i godnym poparcia zamysłem władz oświatowych jest wyposażenie młodych ludzi w wiedzę niezbędną do rozpoczęcia działalności gospodarczej na własną rękę. Problem polega jednak na tym, że bardzo niewielu absolwentów szkoły średniej staje się przedsiębiorcami, choć wielu wyraża wcześniej taki zamiar. Typowa droga do własnej firmy sprowadza się do zdobywania doświadczenia poprzez pracę u różnych pracodawców, by po kilku latach spróbować sił jako przedsiębiorca.
Program nauczania przedsiębiorczości obejmuje wiele pożytecznych informacji. Przedstawiony jest zarys prawa gospodarczego, prawa pracy, procedury rejestracji działalności gospodarczej, zasady tworzenia biznesplanów itd. Skuteczność nauczania przedsiębiorczości w szkołach ograniczają dwie bariery. Pierwszą jest zwykle przypadkowy dobór nauczycieli. Drugą, która w dużej mierze wynika z pierwszej, jest omijanie kwestii ryzyka, wielce istotnej rzeczy związanej z prowadzeniem interesów.
W Polsce pokutuje przekonanie, wyrosłe w czasach gospodarki centralnie planowanej, że przedsiębiorcą trzeba się urodzić. Panuje opinia, że przedsiębiorcy to tacy ludzie, którzy posiedli pewien rzadki "dar boży", niedostępną wielu smykałkę lub po prostu mają w życiu szczęście. Dopiero młode pokolenia, również dzięki nauczaniu przedsiębiorczości w szkołach, przekonują się, że przedsiębiorczość, zwłaszcza na dużą skalę, wymaga wyrafinowanego profesjonalizmu. Oznacza to oczywistą potrzebę przyswojenia sobie niemałej wiedzy, która stanowi skumulowane doświadczenie wielu poprzednich pokoleń.
Kwestia umiejętności podejmowania ryzyka ma niewątpliwie kluczowe znaczenie dla decyzji przedsiębiorców i inwestorów. Kilka lat temu w czasie wakacji przeczytałem książkę Petera Bernsteina "Przeciw bogom. Niezwykłe dzieje ryzyka". Jej lektura była dla mnie bardziej fascynująca niż najlepszej powieści sensacyjnej. Przesłaniem książki było pokazanie, że ryzyko można oswoić i wykorzystać do osiągania sukcesu, ale pod warunkiem posiadania odpowiedniej, często bardzo skomplikowanej wiedzy.
Unia Europejska rzuciła wyzwanie Stanom Zjednoczonym i ogłosiła Strategię Lizbońską, której jednym z celów jest wzmocnienie przedsiębiorczości w Europie. Dobrą drogą do tego celu jest nauczanie przedsiębiorczości w szkołach, jednak należałoby to robić w sposób dobrze przemyślany. Nie można ograniczać się do przekazywania wiedzy prawnej i organizacyjnej. Znacznie lepsze rezultaty dałoby przedstawienie procesów podejmowania decyzji, technik ograniczania ryzyka czy wreszcie prowadzenie symulacji działań w przedsiębiorstwie. Studiowanie przypadków dostarcza niezwykle pożytecznego materiału praktycznego, o czym dobrze wiedzą studenci najlepszych w świecie szkół zarządzania.