W ciągu tygodnia miedź zdrożała o ponad 7 proc. i w piątek po południu w dostawach trzymiesięcznych kosztowała w Londynie 7580 USD za tonę. W trakcie dnia cena była nawet o kilkadziesiąt dolarów wyższa, ale wzrost wyhamował po opublikowaniu słabszych od oczekiwań danych o wzroście gospodarczym w USA.
Właśnie spowolnienie w amerykańskiej gospodarce, a przede wszystkim w sektorze budowlanym, jest jedną z głównych przyczyn, dla których w najbliższym czasie miedź może tracić w notowaniach. Wolniejsze tempo wzrostu musi przełożyć się bowiem na spadek popytu na surowce.
Mniejsze zapotrzebowanie na miedź jest też w Chinach, które są największym jej konsumentem. Według najnowszych danych, kraj zaimportował w I połowie roku tylko 414,8 mln ton miedzi, czyli o 42 proc. mniej niż w takim samym okresie przed rokiem. Spadek popytu może być jeszcze większy, bo chiński premier Wen Jiabao wezwał do dalszego chłodzenia gospodarki.
Na zwyżkę cen mogą mieć natomiast wpływ strajki w największej w Chile kopalni Escondida, należącej do australijskiego koncernu BHP Billiton. Według rzecznika żądających podwyżki płac górników, w tym tygodniu zakład ograniczył produkcję miedzi o jedną czwartą. Zawał skalny był z kolei przyczyną zmniejszenia o 960 ton, czyli o ponad jedną trzecią, wydobycia w należącej do chilijskiego państwowego koncernu Codelco kopalni w Chuquicamata. Niezbędne naprawy mogą zająć trzy miesiące.
Właśnie doniesienia z Chile - kraj jest największym producentem miedzi na świecie - decydowały w minionym tygodniu o zwyżce notowań.