W piątek indeks zbliżył się do psychologicznej bariery 3200 pkt. Poniedziałkowa sesja rozpoczęła się bez luki. Po 40 minutach handlu WIG20 znalazł się po raz pierwszy od kilkunastu tygodni powyżej 3200 pkt. Działo się to, niestety, przy bardzo małych obrotach, toteż wkrótce niewielka fala podaży zepchnęła notowania poniżej tej linii. Popyt zaatakował znów około 13.00. Wydawało się, że indeks już na trwałe przekroczył 3200 pkt, lecz słabnący DAX spowodował osuniźcie poniżej tej wartości. Z dłuższej perspektywy obraz techniczny nie zmienił się. Już dziewiątą sesję indeks podąża w dosyć stromym trendzie wzrostowym. Do historycznych szczytów pozostało niewiele ponad 100 pkt. Właśnie dlatego trudno jest powiedzieć, kiedy i na jakim poziomie pojawi się na rynku korekta. Atakowanie z marszu szczytu, choć oczywiście, możliwe, wydaje się mało prawdopodobne. Spodziewałbym się raczej podejścia w pobliże 3300 pkt i korekty w okolice 3100 pkt. Z drugiej strony rynek rośnie powoli, leniwie i kompletnie nie widać strachu z powodu wysokich, podbramkowych poziomów. W takim stanie rzeczy niewykluczona jest także płaska korekta, po której nastąpi atak. Poniedziałkowa sesja wpisuje się w taki scenariusz. Ceny miedzi kolejną sesję delikatnie rosły. Szkoda, że WIG20 jest tak bardzo od nich uzależniony poprzez KGHM. Na drugim biegunie są banki, których wyniki kwartalne zaczęły się już pojawiać. Były dobre, co przełożyło się na wzrost banków z WIG20 na kilku ostatnich sesjach. Niezwykle ważne dla rynku, szczególnie średnich i mniejszych spółek, jest to, że nie dochodzi do wycofywania środków z akcyjnych funduszy inwestycyjnych. Majowo-czerwcowe gwałtowne spadki, kiedy WIG20 stracił około 25 proc., groziły paniką podobną do tej 1994 r. Setki tysięcy drobnych ciułaczy mogły rzucić się do umarzania jednostek. Rzesze emerytów likwidowały w ostatnich miesiącach swoje dające kilka procent zysku rocznie lokaty po to, by wpłacić do szybko rosnących funduszy. W maju i czerwcu łączna wielkość aktywów TFI nie dość, że nie zmalała, to jeszcze lekko wzrosła, a przecież ceny spółek nie poszły wtedy w górę. Chyba cudem nie doszło do paniki.