Ropa naftowa drożała wczoraj w Londynie od początku notowań o 20-40 centów w porównaniu z ceną z wtorkowego zamknięcia. Przyczyna zwyżki była jedna - zgodne oczekiwanie analityków tego rynku, że cotygodniowy raport Departamentu Energetyki wykaże spadek zapasów zarówno surowej ropy, jak i benzyny w Stanach Zjednoczonych.
Po opublikowaniu tego raportu w Waszyngtonie o 15.30 czasu londyńskiego cena ropy wzrosła jeszcze bardziej, bo do 78,25 USD za baryłkę, niebezpiecznie zbliżając się do wyższego o 5 centów rekordu ustanowionego zaledwie w poniedziałek. Okazało się bowiem, że amerykańskie rezerwy paliwowe spadły bardziej niż prognozowano. Zapasy ropy były mniejsze o 1,1 mln baryłek i wyniosły 332,69 mln baryłek. Analitycy spodziewali się spadku o 1 mln baryłek.
Jeszcze większa różnica między oczekiwaniami a rzeczywistością wystąpiła na rynku benzyny. Jej zapasy w tygodniu zakończonym 4 sierpnia spadły o 3,21 mln baryłek, do 207,7 mln baryłek, podczas gdy analitycy spodziewali spadku o 1 mln baryłek.
Ropa podrożała gwałtownie, bo o ponad 2 dolary na baryłce, w poniedziałek, gdy na rynek dotarła informacja o konieczności zamknięcia przez BP przerdzewiałego rurociągu transportującego ten surowiec z największego amerykańskiego pola na Alasce do rafinerii na Zachodnim Wybrzeżu. Wczoraj rozmiary wzrostu cen ograniczył komunikat brytyjskiej spółki, że w sierpniu dostawy z powodu tej awarii będą mniejsze o 300 tys. baryłek, a nie o 400 tys., jak pierwotnie przypuszczano.