Przesadny optymizm inwestorów wywindował indeksy" - tak brzmiał tytuł dodatku z wynikami za I kwartał tego roku. Wynikał z wyraźnego kontrastu między skalą zwyżki notowań w trzech pierwszych miesiącach roku a tempem wzrostu zysków. Indeks cenowy w I kwartale podskoczył o 39 proc., co oznacza, że o tyle przeciętnie wzrósł kurs giełdowej spółki. WIG zyskał w tym czasie 13 proc. Natomiast zysk netto wszystkich spółek zwiększył się o 12,5 proc. w porównaniu z I kw. 2005 r., a bez uwzględniania banków i KGHM - spadł o 6,3 proc. Przypomnienie tych faktów pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego bardzo duża poprawa wyników, jakiej byliśmy świadkami w II kwartale, praktycznie przeszła bez echa. Znalazło to odbicie w cenach akcji już wcześniej. Teraz pojawia się pytanie, czy druga połowa roku będzie równie dobra. Wyceny większości firm wciąż zakładają pozytywny obrót spraw i nie zostawiają wiele miejsca na rozczarowania. Trudno mówić o pojawianiu się czarnych chmur na horyzoncie, bo nawet jeśli wzrost gospodarczy trochę zwolni, to i tak warunki działania dla większości firm będą korzystne. To sprzyja notowaniom naszych akcji. Z drugiej strony postrzeganie największych spółek, kształtujących nastroje na parkiecie, jest w dużej mierze uzależnione od tego, co dzieje się na światowych rynkach akcji. Istotne znaczenie mają ceny surowców, atrakcyjność sporej grupy spółek wyznacza wartość złotego, a na postrzeganie banków w znacznym stopniu wpływa kondycja giełdy warunkująca dynamikę zmian aktywów funduszy inwestycyjnych i w efekcie dochodów z opłat z tego tytułu. To wszystko sugeruje, że czas do publikacji kolejnych wyników może stać pod znakiem wyraźnej polaryzacji rynku.
8,3 mld zł tyle w ostatnich czterech kwartałach zarobiły
na czysto banki notowane
na warszawskiej giełdzie