Unieruchomienie Escondidy, bez względu na to, na jak długo, będzie miało znaczący wpływ na dostawy miedzi na światowy rynek, a tym samym na ceny tego metalu. Escondida jest największą na świecie kopalnią miedzi. W ub.r. jej udział w światowym wydobyciu wyniósł 8,5 proc. Dla porównania udział KGHM sięgał 3,16 proc.
Zarząd BHP Billiton zdecydował się zerwać negocjacje ze strajkującymi górnikami, gdyż w ramach protestu zablokowali oni wszystkie drogi prowadzące do kopalni. BHP, który jest głównym udziałowcem Escondidy, zapowiedział też skierowanie sprawy do sądu przeciwko organizatorom blokady. Zarząd kopalni informował w środę, że strajk trwający od 7 sierpnia kosztuje właścicieli zakładu 16 mln USD dziennie. Poza australijskim BHP (57,5 proc. udziałów) właścicielami Escondidy są brytyjska firma Rio Tinto (30 proc.), japońska Mitsubishi (10 proc.) i International Finance Corp (2,5 proc).
Ceny będą rosły
Przy obecnie napiętym bilansie na światowym rynku miedzi jest wielce prawdopodobne, że udziałowcy Escondidy odrobią sobie straty z tej chilijskiej kopalni w innych zakładach, co nieuchronnie będzie prowadziło do wzrostu cen, bo produkcji z dnia na dzień nie da się zwiększyć.
Ceny miedzi są teraz ponad dwa razy wyższe niż przed rokiem. W maju na LME padł rekord wszech czasów i za tonę w kontraktach trzymiesiźcznych płacono tam 8600 USD. Pracownicy kopalni miedzi, oczywiście nie tylko w Chile, które jest największym na świecie producentem tego metalu, domagają się większego udziału w zyskach płynących z rekordowych cen.