BGŻ stawia na obsługę niewielkich podmiotów gospodarczych - od mikrofirm, przez rolników (ale interesuje się tymi, którzy prowadzą większe gospodarstwa), po małe i średnie firmy. Idzie w ślady holenderskiego Rabobanku, który jest posiadaczem ponad 35 proc. jego akcji (i obligacji zamiennych, które - gdyby mogły być wymienione na akcje dziś, a nie za przeszło sześć lat, jak przewidziano w warunkach emisji - zwiększałyby jego udział w kapitale do 40,3 proc.). W obsłudze rolnictwa i średnich firm na swoim rynku Rabo jest potentatem (w Holandii działają trzy duże banki).
Ambitne cele
Waldemar Maj, wiceprezes BGŻ, zapowiedział na wczorajszym spotkaniu z dziennikarzami, że bank chce przez niewiele ponad dwa i pół roku podwoić udział w rynku mikroprzedsiębiorstw (firm, których roczne obroty nie przekraczają 3 mln zł). W tej chwili z usług tego banku korzysta ok. 35 tys. mikrofirm, co daje niespełna dwuprocentowy udział w rynku.
W sektorze małych i średnich firm (dla BGŻ to podmioty, których roczne obroty są wyższe od 3 mln zł, ale nie dochodzą do 40 mln) pozycja banku jest już lepsza. BGŻ szacuje swój udział na prawie 8 proc. I tu ma być lepiej. Zdaniem W. Maja, BGŻ powinien znaleźć się w pierwszej trójce banków obsługujących niewielkie firmy.
Bank najlepiej radzi sobie w obsłudze rolników, ale tych, których gospodarstwa przekraczają 50 hektarów. Jego udział wynosi 16 proc. I tu ma być jednak dużo lepiej. Zdaniem członka zarządu BGŻ, udział w tym segmencie rynku powinien być podwojony.