Kondycja naszego głównego indeksu na tle innych giełd nie była ostatnio najlepsza. Spadki liczone od niedawnych szczytów sięgają w USA kilku procent. Węgierski BUX licząc od szczytu z przełomu lipca i sierpnia stracił niecałe 3 proc. Tymczasem WIG20 znajduje się aż 10 proc. niżej zbudowanego wtedy wierzchołka.
Tę relatywną słabość należałoby upatrywać głównie w specyficznym składzie naszego indeksu. Znaczny udział w nim ma KGHM i banki.
WIG20 wypada gorzej w zestawieniu z pozostałymi indeksami naszego parkietu. WIG np. w tym samym czasie zniżkował o 8 proc. MIDWIG zaledwie o 3 proc. WIG Banki stracił 8 proc. Głównym obciążeniem dla WIG20 była więc KGHM, która spadła ze 122 do 102 zł, czyli niemal 20 proc. Od jakiegoś już czasu spółka ta jest okrętem flagowym naszej giełdy z kilkunastoprocentowym udziałem w indeksie. Dzięki temu WIG20 stał się w pewnym sensie pochodną giełdy towarowej, a dokładniej - kontraktów na miedź.
Poniedziałkowa sesja odbyła się już tradycyjnie przy niewielkim wolumenie obrotów. Na poprzedniej sesji nastąpiło złamanie wsparcia na poziomie 2917 pkt. W efekcie tego powinno dojść do testowania kolejnego na poziomie 2866 pkt. Tak też się stało. Już kilka minut po otwarciu notowań indeks znalazł się na poziomie 2863 pkt.
Było to zarazem jego dzienne