Opublikowane wczoraj przez GUS dane na temat wzrostu gospodarczego są niemal jak marzenie. Konsumpcja - chociaż w porównaniu z pierwszym kwartałem nieznacznie zwolniła - to nadal szybko rośnie. Nie ma powodów, by z tej strony spodziewać się załamania. Najbardziej cieszy mocne przyspieszenie inwestycji. To, na co czekaliśmy od kilku lat, właśnie zaczyna się realizować.
Firmy potrzebują zwiększenia mocy produkcyjnych, by jeszcze zwiększać sprzedaż. Realizują więc projekty inwestycyjne. Można podejrzewać, że nie bez znaczenia dla wzrostu inwestycji są pieniądze z Unii Europejskiej (na marginesie - dobre wykorzystanie pieniędzy z Brukseli w republikach nadbałtyckich skutkuje wzrostem PKB nawet rzędu 10 proc.). Rozbudowa istniejących zakładów i stawianie nowych oznacza, że nadal rosnąć będzie zatrudnienie. W tym kontekście coraz bardziej prawdopodobne stają się optymistyczne prognozy mówiące o dużym spadku bezrobocia. Dodajmy do tego bardzo niską inflację i okaże się, że Polska to kraj mlekiem i miodem płynący. Jak mawia pewien znany polski ekonomista: "beautiful country, wonderful people".
Dziwne by było, gdyby na kilka miesięcy przed kolejnymi wyborami rządzący nie wykorzystali takiej szansy w kampanii. Reklama, w której PiS chwalił się stabilnością cen, została co prawda obśmiana. Jeśli pojawi się nowa, warto zastanowić się, jaką część trwającej w tej chwili znakomitej koniunktury gospodarka zawdzięcza obecnemu rządowi. No, jaką?