Sytuacja na wykresie technologicznego indeksu Nasdaq Composite wydaje się doskonała dla byków. Od 24 lipca indeks ten bowiem znajduje się w trendzie wzrostowym, który zapoczątkowała obrona dołka z 11 października 2005 roku (2037,47 pkt.).
Trwające już ponad miesiąc wzrosty maja silne podstawy techniczne. Oprócz wspomnianej obrony dołka, mamy jeszcze wzrostowe dywergencje wykresu ze wskaźnikami, sygnały kupna na wskaźnikach czy też wybicie górą w połowie sierpnia z trzymiesięcznego kanału spadkowego.
Jeżeli do tego dodać bardzo prawdopodobny, wstępny sygnał kupna na tygodniowym MACD, wyraźną przewagę białych korpusów świec na wykresie dziennym czy też wreszcie utworzoną właśnie popytową formację na wykresie miesięcznym (wszak wczoraj skończył się sierpień), to nie pozostaje nic innego, jak tylko usiąść i prognozować dalsze wzrosty indeksu.
Te oczekiwania mogą jednak okazać się złudne. Jest kilka elementów, które mogą niepokoić. W krótkim terminie niewątpliwie będzie to bliskość strefy podażowej 2190-2200 pkt, jaką tworzy szczyt z 3 lipca, 50-proc. zniesienie spadków kwiecień-lipiec oraz górne ograniczenie kanału wzrostowego, w jakim Nasdaq porusza się od ponad miesiąca.
Znacznie bardziej mogą jednak niepokoić spadające obroty, co wskazuje na typowo korekcyjny charakter tej zwyżki. Zwłaszcza że w głównej mierze wzrosty na Wall Street były pochodną, stosowanej przez inwestorów dość pokrętnej logiki. Logiki, która kazała im kupować akcje, gdy pojawiały się coraz to nowe sygnały wskazujące na wyraźne spowolnienie amerykańskiej gospodarki, tylko dlatego, że dane te oznaczają brak kolejnych podwyżek stóp procentowych.