- Specjalne Strefy Ekonomiczne stały się podstawowym instrumentem zachęcania inwestorów zagranicznych do wchodzenia do Polski - uważa Andrzej Kaczmarek, wiceszef resortu gospodarki. - Prawie wszystkie firmy z zagranicy lokują w nich swoją działalność, dlatego coraz ważniejsza staje się współpraca stref z agencją obsługującą napływ obcego kapitału. Liczę, że do końca tego roku uda się zorganizować współpracę między SSE a Polską Agencją Handlu i Inwestycji, która rozpocznie działalność w styczniu 2007 r. - wyjaśnia.
Z danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że napływ środków do stref przyspiesza średnio o 30 proc. rocznie. Zdaniem ekspertów KPMG, w 2005 r., który był pod tym względem rekordowy, ich wyniki finansowe netto urosły o prawie 80 proc. W tym roku tempo powinno się utrzymać. Mimo wzrostu zarządy niektórych SSE skarżą się na trudną sytuację. Brakuje im pieniędzy na przygotowanie nowych terenów. Jak się okazuje, problemem może być nawet pozyskiwanie nowych inwestorów. Wynika to m.in. z braku dużych działek, jakich najczęściej poszukują inwestorzy.
- Mamy teraz 14 stref. Ich obszar jest rozproszony i nieuporządkowany. Chcemy to zmienić - deklaruje A. Kaczmarek. - Stanie się to dzięki wchodzącej za kilka dni w życie nowelizacji ustawy o SSE - stwierdza. Dzięki nowym przepisom obszar objęty strefami wzrośnie z 8 do 12 tysięcy hektarów. W planach resortu gospodarki jest między innymi utworzenie na nowych terenach 4-5 obszarów po 150-200 ha.
Skuteczność pozyskiwania nowych inwestorów może poprawić również ustawa o zachętach inwestycyjnych, której projekt opracował resort gospodarki. Dzięki jej zapisom gminy mogłyby starać się m.in. o dofinansowanie na przygotowanie terenów pod nowe przedsięwzięcia. MG nie podjęło jednak ostatecznej decyzji, czy nowa ustawa zostanie wprowadzona w życie. Możliwe, że ten sam efekt uda się osiągnąć poprzez wydanie rozporządzenia.
Co boli strefy