Ford Motor będzie musiał zasadniczo zmienić sposób prowadzenia biznesu, jeśli restrukturyzacja koncernu ma przynieść wymierne skutki - twierdzi dyrektor generalny William Clay Ford Jr.
W wywiadzie udzielonym amerykańskiemu "Newsweekowi" Ford stwierdził wręcz, że jest gotów ustąpić ze stanowiska, jeśli znajdzie się ktoś młody i utalentowany, kto mógłby wyprowadzić firmę z kryzysu. Jako jednego z potencjalnych następców wymienił Carlosa Ghosna, który kieruje obecnie wspólnym aliansem Renault oraz Nissana. Prawnuk założyciela koncernu dał do zrozumienia, że rozmawiał z Ghosnem na ten temat. Ford Motor jest także zainteresowany przystąpieniem do sojuszu Reanult-Nissan, gdyby rozmowy tych dwóch producentów z General Motors o utworzeniu globalnego aliansu zakończyły się fiaskiem.
Głównym celem Forda jest jednak przywrócenie rentowności koncernu w Ameryce Północnej, gdzie wysokie ceny benzyny spowodowały gwałtowny spadek zainteresowania najważniejszymi samochodami produkowanymi przez Forda - mniejszymi ciężarówkami i dużymi autami użytkowo-terenowymi. W e-mailu skierowanym do pracowników firmy Ford stwierdził, że "model biznesowy, jaki istniał przez dziesięciolecia, nie wystarcza już, aby zapewnić firmie trwałą rentowność". List sugeruje, że przygotowywane zmiany mogą okazać się znacznie radykalniejsze od pierwotnych planów. Zdaniem Forda, spółka powinna skupić się na trzech celach: przyspieszeniu restrukturyzacji w Ameryce Północnej, dokładnemu zrewidowaniu globalnych aktywów koncernu oraz zmianach w systemie zarządzania.
Jednym z oczywistych celów, jakie przyświecały Fordowi przy pisaniu elektronicznego listu, było uspokojenie sytuacji w koncernie. "To nie powinien być czas strachu dla Ford Motor Company" - napisał Bill Ford, przyznając, że w firmie "panuje poczucie niepewności dotyczące zastosowanej strategii, przed podjęciem kluczowych decyzji".
Pracownicy Forda w USA i Kanadzie mają się czego obawiać. Od stycznia br. koncern realizuje program "Way Forward", przewidujący redukcję zatrudnienia o około 25-30 tys. osób oraz zamknięcie do 2012 r. aż 14 zakładów pracy. Tysiącom osób, zaproponowano dobrowolne odprawy i możliwość przejścia na przedwczesną emeryturę. Jednak już po sześciu miesiącach realizacji programu radykalnej restrukturyzacji Bill Ford zapowiedział dalsze cięcia. Zdaniem szefa koncernu, konieczne będą jeszcze głębsze zmiany, aby zapewnić amerykańskiej części grupy trwałą rentowność. Ford zapowiedział już ograniczenie produkcji. W IV kw. br. z taśm montażowych koncernu w Ameryce Północnej zjedzie o 20 procent mniej aut, niż pierwotnie planowano. Ford chce także sprzedać brytyjską markę Aston Martin.