Dzień po aukcji, jak tradycja uczy, obligacje dwuletnie przyniosły ich nabywcom spore straty. Nie inaczej było z całym polskim długiem, którego od rano dość chętnie się pozbywano. Dopiero popołudnie przyniosło poprawę nastrojów. Wreszcie pojawili się kupujący i ceny lekko wzrosły. Nie zmienia to jednak obrazu. Sentyment pozostaje mizerny, ceny niskie, a perspektywy niejasne. Wczorajsze notowania nowe obligacje dwuletnie OK1208 zakończyły ze średnią dochodowością 5,04 proc., pięcioletnie PS0511 - 5,43 proc. zaś dziesięcioletnie DS1015 - 5,61 proc. Słabe notowania złotówki nie robiły już wczoraj tak dużego wrażenia i mimo że zagraniczni gracze wyraźnie redukowali swoje pozycje, to krajowe banki chętnie kupowały. Po południu sporym wsparciem okazał się wzrost na rynkach bazowych.

Dziś, wobec braku publikacji danych ekonomicznych, czeka nas zapewne spokojny dzień. Prawdopodobna wydaje się kontynuacja wczorajszego wzrostu, jednak na znaczący trend chyba jeszcze za wcześnie. Czekajmy więc na inflację, a ja mam wrażenie, że krótki koniec krzywej dyskontuje zdecydowanie zbyt pesymistyczny scenariusz.