Elektrim nie jest i nigdy nie był wzorem do naśladowania dla spółek, które chciałyby dobrze wypełniać giełdowe obowiązki informacyjne. Wystarczy przypomnieć bardzo starą sprawę umowy zawierającej opcję zakupu udziałów w Polskiej Telefonii Cyfrowej przez Jana Kulczyka, którą spółka - wtedy jeszcze przeżywająca czasy świetności - przez długi czas trzymała w sejfie i w tajemnicy. Można też wymienić niedawną karę KPWiG nałożoną na holding ze względu na sposób, w jaki informował - a czasem nie informował - o kolejnych wątkach bitwy o PTC.

Nie wiemy, czy teraz spółka łamie prawo. Może ukrywa bez powodu ważne informacje. A może ma garść komunikatów ważnych dla akcjonariuszy, ale nie chce lub nie może ich publikować (jednak o tym mogłaby już powiedzieć publicznie), korzystając z przepisów, które - pod pewnymi warunkami - pozwalają milczeć spółkom ze względu na ochronę ich ważnych interesów? A może wreszcie nie ma żadnych informacji, poza potwierdzonymi już "niemieckimi" zmianami we władzach PTC. Przyznajmy jednak: brak innych informacji sam w sobie byłby również informacją bardzo cenną. Świadczyłby bowiem, że wciąż nie wiadomo, ile Deutsche Telekom zapłaci za 48 proc. udziałów PTC. Nie widać powodów, dla których zarząd Elektrimu nie miałby się podzielić taką wiedzą z akcjonariuszami.

Tak czy inaczej, polityka informacyjna Elektrimu pozostawia wiele do życzenia. I jak zawsze w takich przypadkach, jest jednym z głównych powodów, dla których gołym okiem widać, że inwestorzy znów dzielą się na lepiej i gorzej poinformowanych.