W zasadzie, zgodnie z przewidywaniami, KGHM w pierwszym półroczu wypracował czysty zysk większy od planowanego. Miedziowy kombinat zarobił do końca czerwca blisko dwa miliardy złotych. Rozemocjonowało to związkowców, którzy żądają dodatkowych pieniędzy. Szefowie kombinatu nie bardzo chcą takiego dzikiego rozdawnictwa, chociaż zbyt głośno o tym nie mówią. Inwestorzy uważają natomiast, że skoro nie ma pomysłu na mądre zainwestowanie wszystkich zarobionych pieniędzy, to powinny one trafić do tych, którzy spółce zaufali, powierzyli jej swoje złotówki. Jak skończy się bój o nadzwyczajny zysk miedziowej spółki? No cóż, będziemy musieli poczekać. Jedno jest pewne - jeżeli złotówki z KGHM wypłyną, to dla głównego związkowca kombinatu nie ma znaczenia, którym kranikiem. Jest on bowiem nie tylko nobliwym działaczem związkowym, ale także posłem należącym do ścisłej czołówki sejmowych inwestorów giełdowych. Pewnie więc z jego punktu widzenia najlepiej byłoby, gdyby część wypracowanych złotówek dano akcjonariuszom, a część załodze. Wtedy posłowanie nabrałoby dodatkowego kolorytu. Przynajmniej dla jednego związkowca...