Najbliższe dni rozstrzygną o przyszłości koalicji PiS-Samoobrona-LPR. Dziś wieczorem na nieformalnym, wieczornym posiedzeniu Rada Ministrów będzie dyskutować o przyszłorocznym budżecie. Ekonomiści przypuszczają, że dojdzie na nim do "przeciągania" środków między resortami. Na jakie ustępstwa pójdzie PiS - wciąż nie wiadomo. Koalicjanci domagają się pieniędzy na realizację własnych postulatów. - Spotkamy się w gronie koalicji i będziemy rozmawiać o realizacji poszczególnych punktów umowy koalicyjnej - zapowiedział wczoraj minister rolnictwa i szef Samoobrony Andrzej Lepper. Według jego relacji, wczorajsze piętnastominutowe spotkanie liderów koalicji nie rozwiązało wszystkich problemów. A. Lepper utrzymuje więc, że przyśpieszone wybory parlamentarne mogą się odbyć 26 listopada. Na ile jest to nacisk na PiS, na ile realne zagrożenie - nie wiadomo. - Jest jednak wola dogadania się - zastrzega wicepremier. Na rozwiązanie parlamentu nie chce się zgodzić LPR. Partia przygotowała nawet rezolucję, wzywającą rząd do przeniesienia 275,9 mln zł rezerwy budżetowej, służącej finansowaniu wyborów i dotacji dla partii politycznych na podwyżki dla pracowników służby zdrowia.

Tego, że o budżecie rozmawiać niełatwo, dowodzi też sytuacja w Komisji Trójstronnej. Przedstawiciele pracodawców i związków zawodowych nie wypracowali wspólnego stanowiska w sprawie projektu na 2007 r. Każda ze stron zaprezentuje zatem odrębną opinię.

Wszystko wskazuje, że w ostatnich dniach września premier Jarosław Kaczyński zyska jednak wsparcie w budżetowych bataliach. Zyta Gilowska zakończyła bowiem wahania, czy wrócić do rządu na stanowisko wicepremiera i ministra finansów. - Sprawa idzie w jak najlepszym kierunku. Ja decyzję podjęłam - powiedziała b. wicepremier. Z. Gilowska nie chciała powiedzieć otwarcie "tak", ponieważ czeka z tym na powrót prezydenta Lecha Kaczyńskiego z USA (wraca w czwartek).

PAP