Zacznę od błahego, wydawałoby się, wydarzenia. Wczoraj rano posłowie sejmowej Komisji Finansów Publicznych zdecydowali o przesunięciu rezerw i zwiększeniu budżetu Krajowego Biura Wyborczego o 54 mln zł. Powód? Brakuje na wybory samorządowe. Dlaczego brakuje? Bo duża część tegorocznych pieniędzy (164,6 mln zł) poszła na subwencje dla partii politycznych.
Listopadowa elekcja ma kosztować 158 mln zł. Po południu stało się chyba jasne, że na wyborach samorządowych się nie skończy. KBW będzie potrzebować więcej pieniędzy.
Krótkowzroczność polityków zadziwia. Planując tegoroczny budżet zapomnieli, że kończy się kadencja władz lokalnych. Dziś rano nie wiedzieli o nadciągającej burzy w koalicji, nie zwiększyli przecież funduszy biura.
Lekarze nazywają krótkowzroczność myopią, z greckiego: zamknięcie oczu. Politycy z lewa i z prawa mówili wczoraj, że nie widać perspektyw na dalsze rządzenie w obecnej "konfiguracji". Autodiagnoza?
Ciekawe jednak, czy politycy zmieniliby zdanie, gdyby za wcześniejsze wybory "płacili" zwrotem otrzymanych subwencji. To w sumie logiczne rozwiązanie - każda ekstrausługa (również ponowne wystawienie urn) w końcu kosztuje.