Zbliża się ostatni tydzień września, a tymczasem WIG20 właśnie ustanowił nowe miesięczne minimum. W perspektywie średnioterminowej natomiast sytuacja pozostaje bez zmian. Nie widać końca żmudnego trendu bocznego, jaki panuje już od dwóch miesięcy. Szanse na wybicie w górę albo w dół z konsolidacji pozostają w zasadzie takie same. Inwestorom pozostaje nic innego, jak tylko czekać na moment przebicia granic trendu bocznego. Obecnie z uwagi na słabość byków pojawia się ryzyko wybicia w dół. Przed takim scenariuszem chroni indeks na razie wsparcie wynikające z linii trendu biegnącej po dołkach, począwszy od połowy lipca. Znajduje się ono aktualnie na wysokości ok. 2900 pkt. Ponieważ ostatnio do zmiany nastrojów dochodzi co kilka lub kilkanaście sesji, to nie da się wykluczyć, że WIG20 zawróci w górę, zanim jeszcze dojdzie to testu wsparcia. W takiej sytuacji realny stanie się ruch w kierunku oporu wynikającego z linii trendu

spadkowego wybiegającej z majowego szczytu (3348 pkt) i znajdującej się obecnie na poziomie

3100 pkt.

Stagnacja WIG20 kontrastuje z trendem wzrostowym, w jakim podąża indeks średniaków MIDWIG, który ostatnio konsekwentnie poprawia historyczne rekordy. Rozbieżności te są efektem specyficznego układu sił. Z jednej strony zwyżka notowań średniaków dowodzi siły krajowego kapitału. Z drugiej strony marazm na rynku największych spółek świadczy o bierności kapitału zagranicznego. Sytuacja ta nie dziwi, biorąc pod uwagę widoczną ostatnio niechęć do rynków wschodzących jako całości oraz do rynków naszego regionu w szczególności - z uwagi na napiętą sytuację polityczno-gospodarczą na Węgrzech. Poza tym WIG20 stracił swoje największe atuty z okresu hossy.

Chodzi o spółki surowcowe. Już od dawna nadzieje inwestorów zawodzi PKN Orlen. Teraz coraz gorzej wyglądają notowania KGHM, który na początku roku ciągnął cały rynek w górę. W środę kurs koncernu miedziowego ustanowił ponaddwumiesięczne minimum. Spółki surowcowe coraz bardziej zaczynają odczuwać negatywne skutki spowolnienia gospodarczego na świecie.