Tak. To są osoby, które mają zaufanie do instytucji finansowych, widzą w usługach private banking wartość dodaną. To jest dla nas najważniejszy motor w rozwoju działalności, ale też spore wyzwanie. Konkurencja jest bardzo duża, a ci klienci wymagają np., żeby kupione przez nich fundusze przynosiły stabilne stopy zwrotu.
Nie bez powodu zacząłem od dobrej koniunktury. Wydaje się, że dla innych banków źródłem napływu klientów private bankingu jest bankowość korporacyjna. Jak jest u Was?
Jesteśmy dużym bankiem uniwersalnym z silną zarówno bankowością korporacyjną, jak i detaliczną. Dla nas "entry product" to jest wysoko oprocentowany rachunek oszczędnościowy OKO. Bank obserwuje klientów, którzy lokują na OKO znaczne środki i - gdy pozwala na to sytuacja - zachęca do tego, by stali się klientami bankowości prywatnej. Właśnie dzięki kontu OKO mamy najwięcej nowych klientów. Oczywiście, liczą się też rekomendacje. Osoby, które korzystają u nas z private bankingu, polecają nas znajomym, a pamiętajmy, że siła rekomendacji wśród osób zamożnych jest nie do przecenienia i często to ona właśnie przeważa przy wyborze dostawcy usługi. Natomiast jeśli chodzi o przepływ klientów z bankowości korporacyjnej, to oczywiście również ma on miejsce. Jednak dla naszych konkurentów ten kanał może być ważniejszy chyba głównie ze względów "historycznych". Nie brakuje u nas instytucji, które zaczynały od obsługi firm, a dopiero na bazie bankowości korporacyjnej postanowiły zbudować private banking. To po prostu zupełnie inny model biznesowy niż nasz.
Chwalicie się Państwo tym, że robicie wiele, żeby klienci mieli dostęp do "wystandaryzowanej" obsługi bankowości prywatnej. Mam wrażenie, że klienci tego segmentu chcą raczej indywidualnego, a nie standardowego.
To sformułowanie faktycznie może nie najlepiej pasuje do naszej działalności. Tak naprawdę chodzi nam o to, żeby klienci mieli jasny komunikat, że wszyscy nasi doradcy prezentują równie wysoki poziom. Źeby wtedy, gdy doradca jest na urlopie albo na szkoleniu i klient trafi na jego kolegę, nie było różnicy w sposobie obsługi...
Poziom aktywów wymagany przez ING Bank Śląski, by stać się klientem bankowości prywatnej, jest bardzo niski. To 100 tys. zł. Jaki jest powód takiego "egalitarnego" podejścia?