Wczorajsza sesja przypominała sierpniowe piekiełko konsolidacji, które nie tylko polegało na utrzymywaniu WIG20 w wąskim zakresie wahań, ale także bardzo często na znikomej zmienności w trakcie sesji, co spekulacji na kontraktach terminowych nie służy.
O wyniku sesji w sierpniu przesądzała często jedynie pierwsza i ostatnia godzina notowań, w czasie której władzę nad rynkiem przejmowały zlecenia koszykowe. Czwartkowe notowania to nic innego jak deja vu opisywanego
schematu.
Niechęć do wyciągania jakichkolwiek wniosków z takich nieco chaotycznych wahań pogłębia fakt niskich obrotów, które skoncentrowane były jedynie na spółkach surowcowych. Przez pierwszą godzinę handlu aż 90 proc. wartości obrotów spółkami z indeksu WIG20 generowały PKN, Lotos i KGHM. Reszta rynku nie wzbudzała niczyjego zainteresowania i nawet w ofertach próżno było szukać większych zleceń. Właśnie taki dość nietypowy układ spowodował, że mimo obniżonego kroku notowań wpływ koszyków zleceń kupna (po rozciągnięciu bazy) był z rana bardzo gwałtowny.
Trudno oczekiwać, że obraz rynku zmieni siź na piątkowej sesji. Dopiero w samej końcówce będziemy mieć publikację zrewidowanego wrześniowego indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan w USA oraz indeks Chicago PMI obrazujący aktywność sektora wytwórczego w okręgu Chicago. Tylko czy można oczekiwać, że nawet jakaś większa niespodzianka ruszy rynkami? Nie. Po pierwsze - wczorajsze rozczarowujące dane PKB przeszły bez echa, gdyż inwestorzy dalej nie wiedzą, czy reagować na coraz gorszą koniunkturę w gospodarce, czy coraz większe szanse na definitywne zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych. Po drugie - w przyszłym tygodniu inwestorzy na całym świecie patrzeć będą najpierw na indeks ISM, a na koniec tygodnia na amerykański raport z rynku pracy, co zachęca do wstrzymania się z przemeblowaniem portfeli. W przypadku ISM przypominam, że ostatni odczyt Philadelphia Fed sugeruje możliwość odczytu poniżej bariery