Holendrzy zaczynają ostrożnie: od czterech produktów, które będą dostępne tylko w oddziałach BGŻ-u. Inne obecne w Polsce zagraniczne firmy zarządzające aktywami oferują polskim klientom po kilkadziesiąt funduszy pod własną marką (np. Franklin Templeton - ponad 30). Ton Kentgens, menedżer Robeco do spraw rozwoju w Polsce, zapowiada wprowadzenie nowych produktów i podpisanie umów z kolejnymi dystrybutorami dopiero w przyszłym roku.
Ile pieniędzy spodziewa się zebrać Robeco od polskich klientów? Ton Kentgens uchyla się od odpowiedzi i obiecuje podać szczegóły przed Bożym Narodzeniem. Maciej Trybuchowski, dyrektor biura maklerskiego BGŻ, szacuje, że spośród 1 mln klientów detalicznych tego banku około 25 proc. przeznaczyło swoje oszczędności na zakup jednostek funduszy inwestycyjnych.
Opłaty są atutem
Fundusze zagraniczne sprzedają się w Polsce znacznie gorzej niż krajowe. Na koniec 2005 roku aktywa zgromadzone przez nie wyniosły 304 mln zł (polskie TFI zebrały do grudnia 2005 r. 61 mld zł). Jedną z przyczyn są bardzo dobre wyniki, które osiągają polskie fundusze, zwłaszcza te akcyjne, w porównaniu z konkurentami z Europy Zachodniej. Roczna stopa zwrotu Robeco Emerging Markets Equities, inwestującego na rynkach wschodzących, w tym - także w Polsce, wyniosła na koniec kwietnia prawie 79 proc. Najlepszy rodzimy fundusz - Arka BZ WBK Akcji zarobił w tym czasie ponad 82 proc.
Atutem funduszy zagranicznych mogą być stosunkowo niskie opłaty, pobierane od klientów. Dla dwóch obligacyjnych funduszy: Robeco Global Bonds i Robeco High Yield opłata za zarządzanie nie będzie wyższa niż 1 proc. W przypadku Robeco Global Value Equities i Robeco Emerging Markets Equities będzie to około 2 proc.
Fundusze zagraniczne wybierają najczęściej klienci o wyższych niż przeciętne dochodach. To w dużej mierze efekt wysokiego limitu kwoty, jaką trzeba zainwestować na samym początku. Czasem jest to nawet 5 tys. USD. Dla funduszy Robeco pułap ten jest ustalony na poziomie pięciuset złotych.