Wczorajsza sesja nie zmieniła w zasadniczy sposób układu sił na głównych światowych giełdach. Kiedy inwestorom grającym na europejskich parkietach przychodzi zmierzyć się z majowym szczytem, ogarniają ich wątpliwości, czy w ciągu ostatnich miesięcy sytuacja światowej gospodarki na tyle się poprawiła, żeby usprawiedliwiało to kolejną falą hossy. Wczoraj wątpliwości te wzmocnił odczyt indeksu ISM, obrazującego koniunkturę w amerykańskim przemyśle. Spadł on we wrześniu do 52,9 proc., z sierpniowych 54,5 proc. i jest na najniższym poziomie od maja. 2005 roku. W odniesieniu do niemieckiego DAX efektem był spadek, który potwierdza piątkowe odbicie od górnego ramienia powstającego od miesiąca, zwyżkującego klina. Dolne ramię formacji znalazło się wczoraj na poziomie 5930 pkt. Jego przełamanie będzie sygnałem do spadku głównego niemieckiego indeksu o ok. 5 proc., co biorąc pod uwagę balansowanie WIG20 na krawędzi konsolidacji będzie dla nas niebezpieczne.

Z punktu widzenia GPW najciekawsze rzeczy na razie dzieją się na rynku węgierskim. Po wybiciu dołem ze zwyżkującego klina, w zeszłym tygodniu BUX zakończył ruch powrotny do dolnego ograniczenia formacji. Z jednej strony wczorajsza zniżka wpisuje się w spadkowy scenariusz, który powinien realizować się w najbliższych tygodniach, z drugiej jej dynamika nie była dość wysoka (-0,9 proc.) jak na środową, najsilniejszą część przeceny. Dołek z 22 września na 21 355 pkt, nie został przebity, zatem rozpoczęcie wyprzedaży na węgierskim rynku może zostać odsunięte w czasie. Ale kierunek południowy jest wciąż najbardziej prawdopodobny dla BUX. Dla wartości WIG20 najważniejsze jest to, że z oporem na poziomie 7 tys. forintów nieskutecznie zmagała się największa tamtejsza spółka - OTP Bank. Ponieważ polskie banki są droższe od swego głównego regionalnego konkurenta, niepowodzenie OTP ogranicza także ich potencjał wzrostowy. Na zamknięcie wczorajszych notowań walory węgierskiego banku kosztowały 6655 forintów.