Nie mamy pieniędzy na remonty i utrzymanie dróg - alarmują samorządowcy. Twierdzą, że rząd zapomniał o drogach lokalnych i skoncentrował się na budowie tras krajowych i autostrad. - Stanowią one tylko 5 proc. sieci dróg w Polsce, a tymczasem przeznacza się na nie wszystkie środki z Krajowego Funduszu Drogowego, wpływy z akcyzy paliwowej i zdecydowaną większość pieniędzy z funduszy unijnych. A władze lokalne z własnej kieszeni muszą utrzymać pozostałe 95 proc. dróg - mówi Grzegorz Stech, dyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich w Krakowie.
Do 2003 r. samorządy otrzymywały część pieniędzy z akcyzy paliwowej. Wówczas jednak rząd zdecydował, że na drogi będzie przeznaczone 18 proc. (wcześniej było 30 proc.) wpływów z tego źródła. W efekcie drogi samorządowe straciły dotacje.
Jak mówi Zbigniew Tabor, dyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich w Katowicach, gdy w 1999 r. województwa przejęły od rządu kontrolę nad częścią dróg krajowych, okazało się, że są one w fatalnym stanie i wymagają natychmiastowych prac remontowych. - Od razu było widać, że te trasy były traktowane po macoszemu i inwestowano w nie na samym końcu, gdy coś zostało w kasie - twierdzi.
Zdaniem Z. Tabora, drogi wojewódzkie wymagają przebudowy, a nie tylko powierzchownych remontów. Szacuje, że na samym Śląsku na przebudowy trzeba wydać ok. 4 mld zł.
Najgorzej wygląda sytuacja dróg powiatowych. Jak twierdzi Zdzisław Piechota, szef Krajowej Rady Zarządów Dróg Powiatowych, na ich utrzymanie jest przeznaczane ok. 2,5-4,5 tys. zł na kilometr rocznie, podczas gdy potrzeby są nawet dziesięć razy większe. - Prawie połowa dróg powiatowych wymaga kapitalnego remontu. Jeśli rząd nie zainteresuje się ich stanem, to będziemy mieli poważne problemy z ich utrzymaniem - ostrzega.