Od soboty obowiązuje nowelizacja ustawy o Funduszu Poręczeń Unijnych, której celem jest zwiększenie skali wykorzystania zgromadzonych w nim środków. FPU jest prowadzony od dwóch lat przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Z pieniędzy funduszu bank udziela poręczeń i gwarancji firmom i samorządom, które realizują inwestycje wspierane przez UE.
Problem w tym, że fundusz nie cieszy się popularnością. Według wiceministra gospodarki Andrzeja Kaczmarka, zgromadzono w nim dotąd ok. 800 mln zł, tymczasem wartość udzielonych dotychczas poręczeń nie przekracza 100 mln. Przy kapitałach zbliżających się do miliarda złotych, z FPU można by udzielić poręczeń na niemal 3 mld zł. Do tej pory można było udzielać poręczeń i gwarancji z funduszu tylko na rzecz tych podmiotów, które ubiegały się o status "beneficjenta" pieniędzy z UE. Teraz klientami funduszu mogą być również wykonawcy prac na rzecz beneficjentów. Poza tym z FPU ma być wydzielona specjalna pula środków na poręczenia dla podmiotów, które ubiegały się o dofinansowanie z Unii, ale jej nie dostały.
Od soboty obowiązują też nowe limity poręczeń z FPU. Dotyczy to przede wszystkim umów poręczenia pakietów kredytów. Dotychczas pojedynczy kredyt w takim pakiecie mógł mieć najwyżej 100 tys. euro. Teraz jest to 250 tys. euro. W przypadku kredytów dla samorządów kwota pojedynczej pożyczki wzrosła nawet do 5 mln euro.
FPU został utworzony w ramach umowy zawartej przez banki komercyjne, rząd i NBP pod koniec 2003 r. W zamian za zmniejszenie obciążeń nakładanych na banki, te miały w większym stopniu przyczyniać się do rozwoju gospodarki. I faktycznie - bank centralny wprowadził oprocentowanie rezerwy obowiązkowej odprowadzanej przez banki do NBP. A pieniądze z części oprocentowania rezerwy zasilają FPU. Fundusz będzie działał do 2010 r., kiedy zostanie "przeniesiony" do Krajowego Funduszu Poręczeń Kredytowych, również prowadzonego przez BGK.