Bardzo ciekawą tezę ogłosił niedawno na łamach wpływowego brytyjskiego dziennika "The Guardian" profesor Peter Odell z Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie. Ekspert do spraw energetyki i były doradca kilku rządów stwierdził mianowicie, że w obecnych realiach gospodarczych prywatne koncerny energetyczne nie są już w stanie efektywnie konkurować z? państwowymi gigantami. Wcześniej czy póęniej - zdaniem Petera Odella - tacy gracze, jak choćby rosyjskie Gazprom oraz Rosnieft czy chiński CNPC, spróbują "połknąć" zachodnich konkurentów.
Czym skończy się ta próba? Zwycięsko mogą z niej wyjść tylko silne koncerny, które mają wsparcie ze strony państwa. W opinii profesora tylko kwestią czasu jest to, kiedy firmy w rodzaju BP czy Shella spotkają na swojej drodze zgłodniałych państwowych gigantów, jak Gazprom, dla których staną się apetycznymi przekąskami.
Peter Odell idzie w swych rozważaniach jeszcze dalej. Według niego, prywatne koncerny już dzisiaj oddają pola. Dlaczego? Choćby dlatego, że np. nowe złoża ropy naftowej i gazu udaje się im pozyskiwać tylko na warunkach, jakie dyktują mniejszościowi akcjonariusze. W tym samym czasie energetyczni giganci z Rosji, Chin czy z Indii wciąż zdobywają nowe rynki.
Co więcej - zauważa ekonomista z Rotterdamu - można coraz częściej odnieść wrażenie, że rosyjscy urzędnicy aktywnie pomagają Gazpromowi, choćby w jego naciskach na Shell czy BP. Coraz wyraźniej także Indie i Chiny wspierają własne, państwowe przedsiębiorstwa energetyczne. Według Odella, w ślady Azjatów idą już także Europejczycy - Zachód wraca do praktyki, którą swego czasu odrzucił. Profesor wymienia tu przykłady państwowych koncernów OMV w Austrii i norweskiego Statoila. Wspomina też o budowie narodowego koncernu paliwowego w Wielkiej Brytanii, odradzaniu się państwowego kanadyjskiego Petro-Canada i koncepcji znacjonalizowania francusko-belgijskiego Totala. Innymi słowy, specjalista od energetyki wieszczy powrót czegoś, co określa mianem kapitalizmu państwowego.
Powyższe wywody jako żywo przypominają mi myśl ekonomiczną, głoszoną przez ugrupowania rządzące teraz naszym krajem. Prawo i Sprawiedliwość jasno deklarowało przecież, że tak strategiczna firma jak Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo musi pozostać w całości w rękach państwa. Dlatego właśnie były już minister Skarbu Państwa Andrzej Mikosz mówił, będąc jeszcze u władzy (kto to pamięta?), o planie nacjonalizacji akcji PGNiG, sprzedanych przez poprzednią ekipę w ofercie publicznej.