Opublikowane ostatnio dane dotyczące dynamiki cen we wrześniu przynajmniej na chwilę uciszyły głosy "jastrzębich" zwolenników polityki pieniężnej. W ciągu dwudziestu minut, bezpośrednio poprzedzających publikację danych GUS-u, uwaga rynków odsunęła się od wypowiedzi prof. Wasilewskiej-Trenkner na rzecz wypowiedzi prof. Sławińskiego. Intuicja profesora, którego "gołębi" charakter wielokrotnie potwierdziły głosowania Rady Polityki Pieniężnej, została wreszcie wynagrodzona danymi o wrześniowej inflacji. Wyniki były o tyle zaskakujące, że oprócz przewidywanego spadku cen paliw zabrakło efektu sezonowego w podstawowych kategoriach dóbr. Czy zaobserwowany we wrześniu brak presji inflacyjnej był chwilą oddechu przed dalszym wzrostem cen? Czy też mamy do czynienia z pierwszymi symptomami zbliżającej się stagnacji w gospodarce?
Inflacja we wrześniu okazała się bowiem potwierdzać najbardziej optymistyczne prognozy analityków, którzy w obecnej sytuacji gospodarczej nie dopatrują się sygnałów przegrzania koniunktury. Czy zamiast oczekiwanego rychłego przekroczenia granicy 2 procent i szybkiego zbliżania się do środka celu inflacyjnego będziemy świadkami stabilizacji inflacji poniżej celu?
Obserwowany w lipcu i sierpniu gwałtowny wzrost dynamiki cen był w głównej mierze spowodowany efektem suszy i lipcowym wzrostem cen ropy. O ile susza wciąż jeszcze może dawać o sobie znać, o tyle znaczenie typowych jesiennych podwyżek żywności zdaje się być już zdyskontowane. Jeżeli więc odwrócenie trendu cen ropy naftowej z rosnącego na spadkowy utrzyma się, kolejne miesiące nie powinny przynieść znacznej zwyżki cen.
Scenariusz ten dodatkowo podkreśla umacnianie się złotego, którego linia oporu na poziomie 4 zł, niczym ryzyko przyspieszonych wyborów, z każdym dniem przechodzi do przeszłości.
Pozostaje nam jeszcze popyt. Tu kluczową rolę wydają się pełnić dwie kwestie: oczekiwania i wynagrodzenia. Związane z opozycją parlamentarną media zdążyły już "sprzedać" społeczeństwu wizję jesieni, która będzie nie tylko pochmurna i deszczowa, ale przede wszystkim droga. Podobnie jak złota polska jesień jest zjawiskiem przejściowym, tak też stabilizacja cen może niebawem osiągnąć swój kres, jeżeli oczekiwania inflacyjne dopiero teraz zaczną generować wzrost cen. Z kolei obniżanie dynamiki produkcji przemysłowej i rosnące zatrudnienie stopniowo ograniczają nominalny wzrost wydajności pracy.