Podczas piątkowego walnego zgromadzenia akcjonariuszy Stalexportu nie brakowało gorących momentów. Główne role zagrali najwięksi udziałowcy: włoska firma Autostrade (ma 21,7 proc. akcji) i Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (kontroluje 11,4 proc. głosów). Kluczowi gracze, twardo broniący swoich interesów w przedsiębiorstwie, zasiedli po dwóch stronach sali. Obradom przewodniczył były minister skarbu Andrzej Mikosz.
Początek walnego przebiegł jednak gładko. Nie potwierdziły się obawy i spekulacje rynku, że NFOŚiGW może doprowadzić do niedopuszczenia do obrotu papierów objętych latem przez Autostrade. Akcjonariusze podjęli uchwałę bardzo szybko.
Biegły zbada umowę
Atmosfera zagęściła się, kiedy walne zgromadzenie zajęło się wnioskiem o powołanie biegłego rewidenta do spraw szczególnych. Domagał się tego NFOŚiGW, zdaniem którego zarząd przekroczył kompetencje przy wyłonieniu inwestora strategicznego (Autostrade), a tryb prac nie był przejrzysty.
- Nie mamy niczego do ukrycia - stwierdził Galliano Di Marco, przedstawiciel włoskiej firmy i przewodniczący rady nadzorczej Stalexportu. Podkreślił jednak, że wszyscy członkowie rady nadzorczej otrzymali kopię umowy, więc powoływanie biegłego nie ma uzasadnienia. - Chcemy jak najszybciej zająć się rozwojem Stalexportu. Audyt opóźni prace, a rynek nie będzie na nas czekał. Tymczasem już widać pozytywne efekty: notowania spółki wzrosły, a zagraniczni inwestorzy finansowi znów kupują papiery Stalexportu - twierdził Di Marco, przypominając niedawne wejście do akcjonariatu nowojorskich funduszy z grupy Julius Baer. Di Marco wskazywał również, że spółka jest w trudnej sytuacji finansowej, a powołanie biegłego narazi ją na koszty. Jeden z inwestorów indywidualnych poprosił fundusz o uzasadnienie potrzeby audytu. - To prawda, że radzie nadzorczej została przedstawiona umowa, ale nie zawierała ona wszystkich danych. Strony powoływały się na tajemnicę handlową. Dlatego dokumentom powinien przyjrzeć się biegły - uzasadniali przedstawiciele funduszu.