Reklama

Stalexport pod lupą biegłego rewidenta

NFOŚiGW chce, żeby biegły przyjrzał się, w jaki sposób firma Autostrade stała się głównym udziałowcem Stalexportu. Włoski inwestor uważa to za stratę czasu i pieniędzy, ale nie ma niczego do ukrycia

Publikacja: 21.10.2006 07:46

Podczas piątkowego walnego zgromadzenia akcjonariuszy Stalexportu nie brakowało gorących momentów. Główne role zagrali najwięksi udziałowcy: włoska firma Autostrade (ma 21,7 proc. akcji) i Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (kontroluje 11,4 proc. głosów). Kluczowi gracze, twardo broniący swoich interesów w przedsiębiorstwie, zasiedli po dwóch stronach sali. Obradom przewodniczył były minister skarbu Andrzej Mikosz.

Początek walnego przebiegł jednak gładko. Nie potwierdziły się obawy i spekulacje rynku, że NFOŚiGW może doprowadzić do niedopuszczenia do obrotu papierów objętych latem przez Autostrade. Akcjonariusze podjęli uchwałę bardzo szybko.

Biegły zbada umowę

Atmosfera zagęściła się, kiedy walne zgromadzenie zajęło się wnioskiem o powołanie biegłego rewidenta do spraw szczególnych. Domagał się tego NFOŚiGW, zdaniem którego zarząd przekroczył kompetencje przy wyłonieniu inwestora strategicznego (Autostrade), a tryb prac nie był przejrzysty.

- Nie mamy niczego do ukrycia - stwierdził Galliano Di Marco, przedstawiciel włoskiej firmy i przewodniczący rady nadzorczej Stalexportu. Podkreślił jednak, że wszyscy członkowie rady nadzorczej otrzymali kopię umowy, więc powoływanie biegłego nie ma uzasadnienia. - Chcemy jak najszybciej zająć się rozwojem Stalexportu. Audyt opóźni prace, a rynek nie będzie na nas czekał. Tymczasem już widać pozytywne efekty: notowania spółki wzrosły, a zagraniczni inwestorzy finansowi znów kupują papiery Stalexportu - twierdził Di Marco, przypominając niedawne wejście do akcjonariatu nowojorskich funduszy z grupy Julius Baer. Di Marco wskazywał również, że spółka jest w trudnej sytuacji finansowej, a powołanie biegłego narazi ją na koszty. Jeden z inwestorów indywidualnych poprosił fundusz o uzasadnienie potrzeby audytu. - To prawda, że radzie nadzorczej została przedstawiona umowa, ale nie zawierała ona wszystkich danych. Strony powoływały się na tajemnicę handlową. Dlatego dokumentom powinien przyjrzeć się biegły - uzasadniali przedstawiciele funduszu.

Reklama
Reklama

- Nie zamierzamy dopuścić do tego, żeby Stalexport wydawał duże kwoty na badanie. Jeśli dziś nie poznamy kosztów, będziemy zmuszeni głosować przeciwko uchwale - groził Di Marco. Po krótkiej przerwie nastrój Włochów ostygł i ustalono, że kwestią kosztów zajmie się sobotnia rada nadzorcza. - Nie zależy nam na obciążaniu firmy kosztami. Wyborem firmy audytorskiej zajmie się zarząd. Wierzymy, że wynegocjuje jak najkorzystniejsze dla spółki warunki - skwitowali przedstawiciele NFOŚiGW.

Fundusz bez "złotej akcji"

Akcjonarusze zajęli się również zmianami w statucie. Przypomnijmy, że na walnym 20 czerwca fundusz zapewnił sobie korzystne zapisy, zapewniające mu m.in. określoną liczbę przedstawicieli w radzie nadzorczej. Przywilej obowiązywałby w przypadku, gdyby fundusz dysponował przynajmniej 5 proc. głosów. Poza tym, bez jego zgody, walne nie mogłoby podjąć uchwały w sprawie sprzedaży zorganizowanej części przedsiębiorstwa. Przypomnijmy, że Autostrade w przyszłym roku ma zwiększyć zaangażowanie do 50 proc. plus 1 walor, jeśli Stalexport sprzeda część stalową. Włochów interesuje tylko biznes autostradowy. - Ta swoista zasada "złotej akcji" nie jest uczciwa - stwierdził Di Marco. Ponieważ okazało się, że zmiany dokonane przez fundusz nie zostały zarejestrowane przez sąd, walne przywróciło poprzednie zapisy bezwzględną większością głosów (w innym wypadku potrzebne jest trzy czwarte głosów "za"). Fundusz zgłosił sprzeciw wobec tej chwały.

Dlaczego do spółki stalowej

weszła firma autostradowa?

Prezes Emil Wąsacz na walnym tłumaczył akcjonariuszom, dlaczego i w jakich okolicznościach podpisano umowę z Atostrade. - W zeszłym roku przedstawiliśmy radzie nadzorczej dwa raporty, z których wynikało, że wydatki były większe niż przychody. Jednocześnie spółka musiała spłacać zobowiązania układowe i zrestrukturyzowane kredyty. To stwarzało zagrożenie dla dalszego istnienia firmy - twierdził. Stalexport nie mógł liczyć na kredyty, a oferta publiczna nie odniosłaby sukcesu, zważywszy na to, że na giełdzie papiery były notowane poniżej wartości nominalnej. Zarząd rozpoczął więc poszukiwania inwestora strategicznego. Żaden podmiot z branży stalowej nie był zainteresowany wejściem kapitałowym do katowickiej firmy, a Autostrade jako jedyna firma zgodziła się zainwestować w spółkę. Przypomnijmy, że w skład grupy kapitałowej Stalexportu wchodzi koncesjonariusz autostrady A-4 Kraków-Katowice. - Według

Reklama
Reklama

naszych szacunków, gdyby nie wejście Autostrade, już w październiku 2006 r. musielibyśmy ogłosić upadłość - mówił E. Wąsacz. Jego zdaniem, objęcie przez Włochów pierwszej transzy akcji oddaliło tę groźbę do połowy przyszłego roku.

Prezes Stalexportu Emil Wąsacz jest głęboko

przekonany,

że zarząd, podpisując umowę

inwestycyjną z rzymską spółką autostradową, nie tylko nie

złamał jakichkolwiek

Reklama
Reklama

przepisów, ale uratował firmę przed upadkiem. Nie boi się kontroli.

Fot. Andrzej Cynka

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama