Piątkowa sesja rozpoczęła się od wzrostów. Pomagała w tym nie tylko korzystna sytuacja techniczna indeksu WIG20, ale głównie utrzymujący się dobry klimat inwestycyjny na światowych rynkach akcji, w tym szczególnie czwartkowe zamknięcie DJIA powyżej psychologicznego poziomu 12 tys. pkt.

Indeks dużych spółek, krótko po godzinie 10.00, wzrósł o ponad 0,9 proc. do poziomu 3240,60 pkt. Wtedy też skończyło się paliwo do wzrostów. Później trwało już bowiem powolne, ale systematyczne osuwanie, które w drugiej połowie spotęgował podobny proces na czołowych europejskich parkietach. Ostatecznie WIG20 zakończył dzień na poziomie 3173,35 pkt, tracąc

1,15 proc.

W piątek WIG20 nieudanie zaatakował lipcowe maksima (3224,68 pkt.), a następnie wyraźnie stracił na wartości. To nie jest jednak powód, żeby prognozować odwrócenie trendu. Takim powodem też nie jest zbudowana wczoraj czarna świeca na wykresie dziennym, która z poprzednią tworzy, zapowiadającą spadki, formację objęcia bessy. Słabością tej formacji jest bowiem nie tylko brak potwierdzenia, czy też spadek obrotów w piątek, ale przede wszystkim brak innych sygnałów sprzedaży. Bowiem poza niewielką negatywną dywergencją na RSI, która tak naprawdę nic nie znaczy, nie ma przesłanek sugerujących zmianę trendu. Szczególnie na wykresie tygodniowym. Tygodniowa szpulka po długiej białej świecy, nawet jeżeli występuje na poziomie lipcowego szczytu (3191,30 pkt), który tworzy tygodniowa formacja zasłony ciemniej chmury, o niczym jeszcze nie przesądza. Zwłaszcza o silnych spadkach.

Aktualna sytuacja techniczna na wykresie WIG20 każe zakładać, że kolejne dni mogą przynieść korektę do poziomu szczytu z 5 września br. (3103,45 pkt). O ile nie dojdzie do gwałtownego załamania na światowych rynkach akcji, o tyle korekta ta będzie okazją do kupna akcji. Dopóki nie pojawią się bowiem pierwsze sygnały sprzedaży trzeba zakładać, że WIG20 ma szanse na początku listopada zbliżyć się do poziomu majowego szczytu (3347,83 pkt.), natomiast WIG i MIDWIG dalej będą poprawiać historyczne rekordy.