W ubiegłorocznej kampanii wyborczej PiS obiecywał wybudowanie milionów mieszkań. Już nie chce mi się sprawdzać, czy to było 8, czy 3 miliony. Tak czy owak - w tej chwili nie zapowiada się, żeby powstały nawet 2 mln mieszkań w najbliższych trzech latach. Ponieważ jednak wyborcy są pamiętliwi, trzeba im pokazać, że "rząd próbował". Żeby było zabawniej, zadanie "pokazywania" przypadło Antoniemu Jaszczukowi, ministrowi z Samoobrony.
Kierowany przez niego resort uznał, że trzeba dopuścić firmy ukraińskie do polskiego rynku. Okazuje się, że nasze firmy nie są w stanie znaleźć dostatecznej liczby pracowników, aby zbudować te obiecane przez PiS miliony mieszkań. Jak jednak znajdą murarzy, tynkarzy, zbrojarzy w Polsce, to ci zaraz żądają płac zbliżonych do zachodnich. Stąd pomysł, żeby poprosić o pomoc Ukraińców. A ponieważ tamtejsze firmy najlepiej orientują się w rynku pracy, dlatego najszybciej będzie je zatrudnić, a nie szukać pracowników w pośredniakach po tamtej stronie Sanu.
Wszystko niby ładnie, pięknie, ale jest szkopuł - Ukraińcy tak, ale jako podwykonawcy. To zaś oznacza, że wprawdzie siła robocza będzie tańsza, ale szczebli do dzielenia pieniędzy więcej - swoją działkę będzie chciał także polski wykonawca. I to nawet jeśli firma będzie się składać z dwóch czy trzech prezesów i pani Kazi - sekretarki. W rezultacie PiS-owską ideę milionów mieszkań realizować będą Ukraińcy, a sprzedawać je będą polskie firmy po bardzo wysokich, mocno zbliżonych do zachodnich, cenach.