Na 3,4 proc. Ministerstwo Finansów projektuje przyszłoroczny maksymalny roczny wskaźnik przyrostu przeciętnego wynagrodzenia w przedsiębiorstwach. Limit podwyżek jest jeszcze pozostałością "popiwku". Obowiązuje państwowe i prywatne firmy zatrudniające powyżej 50 osób. W praktyce dotyczy tych podmiotów, które odnotowują stratę lub pogorszenie wyników finansowych. Przedsiębiorcy o dobrej kondycji finansowej nie muszą stosować się do limitów.

Z decyzji MF niezadowolone są związki zawodowe, które jeszcze w czerwcu domagały się wyższego pułapu - 4,3 proc. Związkowców nie satysfakcjonuje również przyszłoroczny poziom płacy minimalnej, określony wcześniej przez Radę Ministrów na 936 zł. Oznacza to wzrost o 4,1 proc. w porównaniu z tym rokiem.

- Widać wyraźnie, że rząd chce ograniczać wzrost płac na wszelkie sposoby. Liczymy, że proces ten zahamuje nowa umowa społeczna - mówi Zbigniew Kruszyński, członek Komisji Trójstronnej z ramienia NSZZ Solidarność. - Mamy nadzieję, że podczas negocjacji z rządem odejdziemy w ogóle od ograniczania podwyżek - dodaje. Resort tłumaczy, że wskaźnik 3,4 proc. zapewni wzrost wynagrodzeń realnie o 1,5 proc. Dodaje też, że ustanowienie wyższego limitu mogłoby spowodować zbyt dużą presję płacową w firmach, które i tak są w tarapatach.

Rozporządzenie dotyczące maksymalnego wzrostu płac wejdzie w życie najpóźniej w grudniu.