Poszukując informacji, które mogłyby dać odpowiedź na pytanie o przyszłą koniunkturę na giełdzie i w gospodarce, znalazłem kilka - nietypowych, ale pozytywnych - sygnałów.
To prawda, nasz system nie jest pozbawiony wad. Duże są obszary biedy i jakość klasy politycznej godna pożałowania. Korupcja jest nader popularna, a klimat zbyt srogi. Mimo to nasz kraj ma coraz więcej sympatyków, i to mimo pogarszającego się wizerunku za granicą. Najwyraźniej podobają się przedsiębiorczość i fantazja Polaków oraz umiłowanie wolności. Tej ostatniej, wbrew pozorom, nie ma zbyt wiele we współczesnym świecie.
Podobno ładna jesienna pogoda sprzyja szturmowaniu naszej wschodniej granicy przez uciekinierów z Azji, szukających szczęścia na zachód od Bugu. Ale to nic. Słyszeliście już Państwo pewnie, że stado kilkuset krów z białoruskiego kołchozu przepłynęło rzekę. Desant szczęśliwie wylądował w okolicach Janowa Podlaskiego (chciałbym zobaczyć minę satrapy z Mińska). Na nic zdały się próby skłonienia krów do powrotu i ponownego rzucenia się wpław. Trzeba je będzie pod eskortą deportować.
Może niezupełnie o taką migrację do wyludnionego kraju nam chodziło, ale mimo wszystko szkoda, bo jałówki ponoć ładne, dorodne i z perspektywami. Ale cóż - my już swoje kwoty mleczne przekroczyliśmy. Ten graniczny incydent można śmiało brać za dobrą monetę i dać odpór wszystkim, którzy twierdzą, że w Polsce jest coraz gorzej i że przestaliśmy być lubiani na świecie. Zarzut np. o uprzednią indoktrynację zwierząt, choćby przez mniejszość polską na Białorusi, odpada, bo - jak powszechnie wiadomo - krowa nie zmienia zdania i nie ma o czym gadać.
Krowy - jak donoszą agencje - zostały zwabione tym, co zobaczyły bądź usłyszały z drugiej strony rzeki. Usłyszeć mogły wieści o niedawnych zmianach w naszym rządzie, w tym w resorcie rolnictwa, od których wszystkim udomowionym zwierzętom na pewno cieplej się na sercu robi. Zobaczyć zaś mogły kurne chaty, nieużytki i dziurawe drogi, ale i wysoką produkcję, nie tylko mleczną, unijne dotacje, nie tylko na gospodarstwa rolne, i ogólne parcie do przodu, nie tylko miejscowych stad. Nie jest więc z nami tak źle, jakby się wydawało, kiedy słucha się czy ogląda serwisy informacyjne albo relacje z ulicy - nomen omen - Wiejskiej.