Bardzo udany giełdowy debiut (który to już w tym roku...) spółki Dom Development potwierdza trzy tezy: że koniunktura na rynku pierwotnym jest doskonała. Że z łatwością można na nim sprzedać akcje o wartości setek milionów, a może i miliardów złotych (co powinny wziąć pod uwagę potrzebujące kapitału firmy zagraniczne; będę też uparcie powtarzał, że trzeba im to głośno i przy każdej okazji mówić). I że przedsiębiorstwa z szeroko pojętej branży nieruchomości mogą być giełdowym hitem nadchodzących miesięcy. Z oczywistych przyczyn.
Spółki, które "zastanawiają się", "rozważają", "analizują", "nie wykluczają" i wreszcie "planują" debiut giełdowy nie powinny zasypiać gruszek w popiele. Te, które jeszcze "nie myślą" - powinny pomyśleć. Koniunktura zmienną jest, szkoda byłoby zmarnować taką okazję. Pieniądze leżą na ulicy, a właściwie - na parkiecie, i czekają. Nawet nie trzeba, przy obecnych procedurach, specjalnego wysiłku, by się po nie schylić. W gruncie rzeczy wystarczy chcieć.
Ostatnie publiczne oferty udowadniają, że na naszej giełdzie jest miejsce i dla firm malutkich, i dla średnich, i dla ogromnych (vide dzisiejszy debiut CEZ-u). Może więc nie będzie lepszego momentu, aby zbudować giełdowe centrum regionu w Warszawie. Brakuje mi ogromnej akcji promocyjnej na Ukrainie, Słowacji czy w Czechach (o Polsce też nie zapominajmy, tu również jest jeszcze sporo do zrobienia). Brakuje mi również wsparcia rządu dla - chyba jednak skromnych dotychczas - działań GPW. A przecież to, co się dzieje na naszym parkiecie, w tym na rynku pierwotnym, jest prawdziwym gospodarczym sukcesem. Tylko nie dość jeszcze wypromowanym i zdyskontowanym.