Wczorajsze notowania były trochę nerwowe. Prawdopodobnie jest to pokłosiem specyficznego zakończenia sesji wtorkowej, kiedy to całkiem solidne wzrosty rynek potrafił zniwelować w ciągu ostatnich dwóch kwadransów. Tak gwałtowny odwrót od akcji nie pozostał bez wpływu na nastroje inwestorów, którzy wczoraj ze zdwojoną ostrożnością podejmowali każdą decyzję o kupnie. Nie dotyczyło to tylko dwóch znaczących spółek: Telekomunikacji i Biotonu, które w pewnych momentach znajdowały nabywców niezależnie od ilości papierów oferowanych do sprzedaży. Właściwie jednak tylko w przypadku naszego telekomu można bez wątpliwości podać przyczyny tak gwałtownego zainteresowania graczy: wyniki finansowe za III kwartał, odbiegające znacząco "in plus" od oczekiwań rynkowych. Nie da się ukryć, że tylko dzięki tym dwóm spółkom WIG20 przez dłuższy czas utrzymywał się i zakończył na plusie. Na nich również koncentrowała się wyrażona aktywnością uwaga inwestorów. Blisko połowa obrotu na WIG20 to zasługa obu wspomnianych walorów. Wyraźnie natomiast nie szło spółkom surowcowym, słaby był zwłaszcza KGHM, ale i sektor paliwowy też nie błyszczał. Można przy tym wyrazić obawę o perspektywy czy to PKN, czy Lotosu. Taniejąca ropa już jakiś czas temu przełamała paruletni trend wzrostowy i jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, zmierzać będzie w kierunku 50 dolarów za baryłkę. Wykres miedzi wygląda tylko trochę lepiej. Jeśli zatem drożejące surowce wspomagały naszą hossę, to śmiało można założyć, że spadek ich cen będzie istotną przeszkodą w próbach podniesienia wartości indeksu największych spółek na GPW. Na razie poziom 3200 punktów okazał się barierą zbyt wymagającą, choć z drugiej strony znajduje się tak blisko, że nie ma przeszkód, aby w razie pozytywnych (z punktu widzenia naszej giełdy) komentarzy zarówno naszej Rady Polityki Pieniężnej, jak i Fed, nie został pokonany już dzisiaj. Problemem może się okazać trwałość tego ruchu, a tej bez zwyżki przy szerokim rynku po prostu nie będzie.