- Ceny mieszkań w skali 2007 roku będą rosły od 15 do 20 procent - uważa Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości. Polskiej Agencji Prasowej powiedział, że ceny mieszkań są "sztucznie" kształtowane przez deweloperów. Przypomniał, że brak planów zagospodarowania przestrzennego pod inwestycje i niedoskonałe prawo lokalne to główne przyczyny wzrostu cen mieszkań. Dodał, że często producenci materiałów budowlanych wykorzystują hossę na rynku mieszkaniowym i windują ceny. Zaznaczył, że firmom wykonawczym brakuje fachowców, ponieważ Polacy wolą za godziwe pieniądze pracować na budowach w Wielkiej Brytanii czy Irlandii. Co inni specjaliści myślą o przyszłości rynku nieruchomości w Polsce? Wzrosty cen będą, ale nie tak duże, jak przewiduje Tomasz Błeszyński (czytaj. 14 -. 15).

W ubiegłym tygodniu Główny Urząd Statystyczny podał, że liczba mieszkań oddanych do użytku wyniosła we wrześniu 9184. To spadek o 3,5 proc. wobec analogicznego okresu w 2005 roku (wzrost wobec sierpnia 2006 r. o 6,8 proc.). Łącznie w ciągu 9 miesięcy 2006 roku liczba oddanych lokali wyniosła 75 651 i była o 2,2 proc. mniejsza niż w tym samym okresie 2005 roku. To zdecydowanie za mało. Polacy chętnie kupiliby więcej mieszkań - i na własny użytek, i na wynajem. Zresztą chętnie się na nie zadłużają (ranking kredytów hipotecznych "Parkietu" i Open Finance czytaj. 18 -. 19).

Jak wynika z prognoz Fundacji na Rzecz Kredytu Hipotecznego, polski rynek kredytów hipotecznych nadal ma potencjał wzrostu. 40 proc. wszystkich obecnych zobowiązań gospodarstw domowych wobec sektora bankowego to kredyty mieszkaniowe (60 proc. to średni poziom w Unii Europejskiej). Szacuje się, że maksymalna potencjalna zdolność kredytowa Polaków może wynieść 11-krotność obecnego poziomu zadłużenia, a roczna zdolność kredytowa - około 41 mld zł przyrostu zadłużenia (teraz jest to 10-15 mld zł). Do wydania jest mnóstwo pieniędzy. Tylko mieszkań jeszcze brak...

"Parkiet"