Kandydat jest już sobą. Milczy, patrzy z ukosa i zaciska pięści. Wygląda na to, że chciałby uderzyć w stół, a może we mnie? Jeśli wyceluje we mnie, to będzie koniec fikcji. Podbite oko okiem będzie przypominać mi, co jest prawdą, a co fikcją.
A dla państwa, drogich Czytelników, przypomnę trzy zasady, jakimi kieruję się na rozmowach:
- każdy lubi mówić o sobie, zwłaszcza z tymi, którzy mu wierzą, że mówi prawdę. Dlatego rozmawiając z kandydatami, zawsze kiwam głową z aprobatą;
- niestety, najwięcej prawdy znajduje się zawsze nie w tym, co kandydat mówi o sobie, ale w tym, w jaki sposób to mówi. Dlatego zaczynam wierzyć kandydatowi dopiero po zakończeniu rozmowy;
- w większości żyjemy w fikcji. Bez fikcji życie (szczególnie zawodowe) byłoby nie do zniesienia. Mamy potrzebę grania, udawania, ściemniania i podobania się... aby ruszyć do przodu. Prawda jest tylko chwilą zatrzymania, aby raz na jakiś czas dopiąć swego. Dlatego moje felietony oparte na fikcji mówią bardziej prawdę niż sama rzeczywistość.