Tydzień przerwany świętem nie wróży dużych obrotów. Potwierdzeniem tego okazał się już poniedziałek. Notowania obligacji utrzymywały się przez cały dzień na poziomie z piątkowego zamknięcia. Dla obligacji dwuletnich było to 4,76 proc., pięcioletnich - 5,14 proc., a dziesięcioletnich - 5,34 proc. W tym samym czasie dochodowość niemieckich bundów spadła. Niemieckimi 10-latkami handlowano na poziomie 3,79 proc., a amerykańskimi - 4,68 proc.
Rozszerzający się spread nie jest z pewnością dla polskich obligacji zwiastunem wzrostów, choć wydawałoby się, że większość czynników układa się całkiem dobrze. Kalendarz emisyjny papierów skarbowych jest korzystny. Do końca roku czeka nas zaledwie po jednym przetargu pięciolatek, obligacji indeksowanych i o zmiennym kuponie, przetarg zamiany oraz dwie aukcje dwulatek. Ministerstwo Finansów na brak gotówki nie narzeka. Większość funduszy od zeszłego tygodnia wydaje się doważona i zainteresowana wzrostami. Podwyżki stóp przed końcem roku nie należy oczekiwać. Historia także przemawia za wzrostami na koniec roku. Tyle że nie zawsze spełniają się najprostsze scenariusze.