Przybywa osób, które decydują się na przeniesienie kredytu do innego banku, żeby uzyskać poprawę warunków spłaty. Dzieje się to jednak powoli. Bankowcy szacują, że w tym roku ok. 10 proc. nowo sprzedawanych kredytów przeznaczanych jest na spłatę kredytu w innym banku. W bieżącym roku odsetek ten wynosił 7 proc. - W 2007 roku może wzrosnąć do 15 proc. - przewiduje Maciej Garwacki, wicedyrektor biura sprzedaży w mBanku.
Do refinansowania najlepiej nadają się kredyty zaciągnięte przed 2005 r. Wówczas marże zarówno dla kredytów złotowych, jak i denominowanych we frankach były dwu-trzykrotnie wyższe niż obecnie. Gdy dziś niektóre banki oferują już nawet 0,9 proc. marży dla pożyczek w złotych i niewiele ponad 1 proc. dla denominowanych we frankach szwajcarskich, przed trzema laty było to odpowiednio ponad 2 i ok. 3 proc.
Nie ma czasu na stare kredyty
Chodzi o zadłużenie warte ok. 38 mld zł. Bankowcy nie wiedzą, jaka jego część została już zrefinansowana, ale mają informacje, ile nowych kredytów trafia na spłatę starych pożyczek. Biorąc to pod uwagę, można przyjąć, że od końca 2004 r. do listopada br. banki wymieniły się zadłużeniem o wartości 4,7 mld zł. Choć kwota jest niebagatelna, walczy o nią niewielu. Fala ofert proponujących przy przejściu minimum formalności i brak prowizji pojawiła się jedynie wiosną, po tym jak w marcu opłata za wpis do hipoteki spadła do 200 zł. W walce o klientów konkurencji przeszkadza bankom ogromny popyt na nowe kredyty. Do refinansowania nie zachęcają nawet pośrednicy finansowi, mimo że - według bankowców - oni mogliby z tego czerpać największe korzyści. - Mechanizm jest prosty: po latach mogą zaproponować swoim klientom nowy, tańszy kredyt - mówią przedstawiciele banków. - Na razie nic takiego nie robimy. Jest tyle osób, które chcą wziąć kredyt po raz pierwszy, że na inne działania nie wystarcza już czasu - usłyszeliśmy w dwóch największych firmach pośrednictwa finansowego, Expanderze i Open Finance.
Jeden kredyt - trzy banki?