Do 10 listopada inwestorzy zainteresowani dokapitalizowaniem czarterowych linii lotniczych Fischer Air Polska (FAP) oczekują na uporządkowanie sytuacji w firmie. Przede wszystkim chodzi o kwestie wierzytelności i należności, które uniemożliwiają wznowienie działalności przewozowej. - Musimy wiedzieć na czym stoimy. Na razie wiemy jakie jest zadłużenie spółki ale co chwila dowiadujemy się, że z jakimś wierzycielem nie ma żadnych umów zmierzających do uregulowania zobowiązań. Niezbędne jest uporządkowanie tych spraw
- tłumaczy Krzysztof Moska, inwestor giełdowy, który posiada obecnie 15 proc. kapitału przewoźnika. Parkietowi udało się ustalić, że długi Fischer Air wynoszą obecnie około 40 mln zł. Należności spółki wynikające z tytułu zrealizowanych umów lub innych roszczeń wynoszą około 20 mln zł. W tym są między innymi roszczenia FAP wobec Przedsiębiorstwa Państwowe Porty Lotnicze. Zdaniem szefów lotniczej firmy zaniedbania na stołecznym lotnisku Okęcie doprowadziły zimą do awarii dwóch samolotów. Firma domaga się od operatora lotniska około 15 mln zł odszkodowania. Zarząd PPL twierdzi, że do zaniedbań nie doszło i nie powinien płacić za awarie samolotów FAP.
We wtorek na spotkaniu zarządu Fischer Air z udziałowcami i inwestorami pojawili się przedstawiciele trzech biur podróży, którzy gotowi są umorzyć około 5 mln zł długów jakie ma u nich przewoźnik oraz zainwestować w jego reaktywację kolejne 7 mln zł. - Jest wola wielu inwestorów aby przywrócić działalność spółki ale do czasu wyjaśnienia wszystkich spornych kwestii nie można liczyć, że ludzie ci wyłożą pieniądze - dodaje Krzysztof Moska. Z naszych wyliczeń wynika, że inwestorzy zainteresowani wznowieniem działalności lotniczej firmy są gotowi wyłożyć na ten cel około 20 mln zł. Wstępnie udziałowcy firmy chcieli podnieść kapitał FAP o 12,7 mln zł.
Nie wiadomo czy szefowie FAP zdołają w wyznaczonym terminie porozumieć się z wierzycielami. We wtorek nie udało nam się porozmawiać z nikim z zarządu spółki.