Jutro w resorcie gospodarki spotyka się zespół, który ma ustalić, dlaczego latem doszło do wstrzymania dostaw prądu w północno-wschodniej Polsce. Ze wstępnych ustaleń grupy nadzorowanej przez wiceministra Tomasza Wilczaka wynika, że wina leży po stronie prezesa Urzędu Regulacji Energetyki i PSE-Operator.
Dla polskiej energetyki 26 czerwca 2006 r. był najgorszym dniem w całym roku, ale zakłócenia występowały również w lipcu i sierpniu. Od tamtego czasu w branży energetycznej toczą się zagorzałe dyskusje o tym, co tak naprawdę doprowadziło do awarii. Oprócz przeciążeń spowodowanych upałem, potencjalnych przyczyn jest kilka. Zdaniem autorów wstępnego raportu, Polskie Sieci Elektroenergetyczne-Operator nie poradziły sobie z zarządzaniem krajowym systemem w kryzysowej sytuacji. Dodatkowo uznali oni, że cena energii, którą elektrownie mają obowiązek dostarczać na polecenie operatora w celu zapewnienia niezawodności dostaw prądu, jest za niska. "PSE-Operator, proponując cenę na poziomie 117,5zł/MWh, nie przeprowadził obliczeń, czy taka cena pokrywa rzeczywiste koszty pracy bloków wytwórczych uruchamianych na polecenie operatora" - czytamy w raporcie. Natomiast prezesowi URE zarzuca się, że nie przeprowadził wystarczających analiz, jak przy takiej cenie będą się kształtować rezerwy mocy. Co więcej, sygnalizuje się, że jeśli cena energii wytwarzanej na polecenie operatora nie wzrośnie, to znacznie zwiększy się ilość awarii i może zabraknąć mocy wytwórczych. Zdaniem przedstawicieli URE, ten wysuwany przez elektrownie argument to tylko groźba, której używa się do wymuszenia na regulatorze podwyżki cen prądu.
Jeżeli chodzi o poziom cen prądu w Polsce, to można już mówić o otwartym konflikcie między Urzędem Regulacji Energetyki a przedstawicielami Ministerstwa Gospodarki. Zdaniem resortu, działalność URE jest szkodliwa dla polskiej energetyki. Ze strony branży pojawiają się oskarżenia, że URE przez to, że hamuje wzrost taryf, jest winne m.in. niedoinwestowania elektrowni.
Można przypuszczać, że już niedługo L. Juchniewicz pożegna się ze stanowiskiem prezesa URE. W przyszłym roku zmieni się też prawo energetyczne. Nie wiadomo, czy nowe regulacje pozwolą na utrzymanie wzrostu cen energii elektrycznej na poziomie prognozowanym przez resort gospodarki. Z analiz ministerstwa wynika, że końcowi odbiorcy nie zostaną w najbliższych latach narażeni na podwyżki większe niż kilka procent rocznie. Z drugiej jednak strony, podczas analizy przyczyn tegorocznej awarii, resort wskazał, że ceny energii powinny być wyższe już teraz.