Wyłączając pokaźny wzrost wartości akcji Prokomu, we wtorek największy ruch panował na spółkach małych, często znajdujących się w chwilowym zainteresowaniu kapitału spekulacyjnego. Nie ma co się dziwić, bo we środę notowań nie będzie, a część inwestorów myślami była już daleko poza parkietem giełdowym.

Wzmożony handel miał również miejsce na kilku funduszach inwestycyjnych. Dobrze ustawione zlecenie kupna mogło na walorach 9 NFI przynieść w trakcie sesji nawet 40 procent zysku przy bardzo płynnym rynku. 10-procentowym wzrostem sesję zakończył również Bioton (przy dosyć dziwnej wymianie na końcowym fixingu), który skorygował większą część ostatniego spadku.

Techniczny obraz indeksu największych spółek uległ w ostatnich dniach pogorszeniu, ale póki jego wartość nie spada poniżej średniej kroczącej z 45 sesji (aktualnie 3045 pkt), nie ma powodów do niepokoju. Choć nie da się ukryć, że nasz parkiet znów od kilkunastu sesji pozostaje w tyle za trendem wzrostowym na giełdach zachodnich. Być może znów z pewnym opóźnieniem nadrobimy te straty w kolejnych dniach. Tuż powyżej wspomnianej średniej znajduje się linia trendu spadkowego łącząca wierzchołki z maja i lipca. Przy pewnej dozie optymizmu bieżący spadek można traktować jako korektę ostatniego wzrostu i ruch powrotny do przebitej 12 października linii trendu. Nie da się jednak zaprzeczyć, że wygląd dziennych wskaźników - mimo zaledwie trzydniowego spadku - dosyć istotnie się pogorszył. MACD dał klasyczny sygnał sprzedaży, od kilku sesji silnie spada także Ultimate, a RSI, tak jak to bywało, wielokrotnie wcześniej po dojściu do strefy wykupienia uprzedził spadek samego indeksu.

Przy nieco szerszym spojrzeniu na indeks pewnym zaskoczeniem mogło być to, że problem ze wzrostem pojawił się już przy poziomie szczytu z lipca. Korekta z końca października, nawet gdybyśmy mieli zakończyć ją na jeszcze niższym poziomie, może być - tak jak to bywało w przeszłości - dobrym punktem startu dla kolejnej fali wzrostowej w długookresowej hossie.