Droga na giełdę za pośrednictwem notowanej już na niej firmy - "wydmuszki" (w angielskim zwanej też "muszelką" lub "pustym czekiem"), która nie ma (lub praktycznie nie ma) żadnych aktywów operacyjnych, na najbardziej rozwiniętym amerykańskim rynku kapitałowym ma już co najmniej kilkudziesięcioletnią tradycję.
Kto otworzył tylne drzwi
Za "wynalazcę" takich transakcji uchodzi Armand Hammer, znany magnat naftowy i kolekcjoner sztuki, który w latach 50. zainwestował w giełdową spółkę "wydmuszkę", by połączyć ją później z Occidental Petroleum. Dziś ta spółka, zajmująca się poszukiwaniami i eksploracją złóż ropy naftowej i gazu, ma kilkanaście miliardów dolarów obrotu rocznie, i jest jednym z potężniejszych graczy w swojej branży. Mechanizm odwrotnego przejęcia wykorzystał też Ted Turner, znany z inwestycji w branżę medialną (m. in. założyciel telewizji CNN). W 1970 r. na giełdzie znalazła się jego spółka Turner Broadcasting, która połączyła się z upadającą Rice Broadcasting.
To dwa najbardziej klasyczne i najczęściej przytaczane przykłady, ale odwrotnych przejęć w historii rynku kapitałowego, nie tylko w USA, było całe mnóstwo. Za najważniejszy powód takiej operacji uznaje się chęć szybkiego pojawienia się na giełdzie, bez całej czasochłonnej i kosztownej procedury związanej z przeprowadzeniem oferty publicznej. Ale nie zawsze jest to powód jedyny. W przypadku Aerospatiale, francuskiej firmy produkującej samoloty i rakiety, która połączyła się z giełdową Matra Haute Technologie, była to metoda na jej sprywatyzowanie. Amerykańskie tanie linie lotnicze ValueJet Airlines po katastrofie, w której zginęło 110 pasażerów, i serii innych problemów ze swoimi maszynami, zgodziły się na przejęcie przez lokalnego przewoźnika AirWays Corp. głównie po to, żeby zmyć złą sławę i zacząć działalność pod nową nazwą AirTran Airways. Z kolei dla potężnych US Airways uzgodnione w zeszłym roku odwrotne przejęcie przez America West Airlines stało się przepustką do wyjścia ze stanu upadłości.
Giełda na giełdę