Rząd poinformował, że Angela Merkel na spotkaniu z szefami European Aeronautics, Defence and Space (EADS) Thomasem Endersem i Louisem Galloisem "dała jasny sygnał, że chce, by w spółce panowała równowaga między udziałami znajdującymi się w rękach francuskich i niemieckich". Teraz grupa Lagardere wraz z francuskim rządem ma 22,5 proc. akcji właściciela Airbusa, a więc tyle samo, ile DaimlerChrysler, który chce jednak zmniejszyć swoje zaangażowanie w spółce do 15 proc. Dziennik "Handelsblatt" doniósł, że Allianz, Commerzbank i Goldman Sachs chętnie kupią od koncernu motoryzacyjnego jego udziały.
Partie, które wchodzą w skład koalicyjnego gabinetu, którym kieruje Merkel, obawiają się, że koncern lotniczy, który ma problemy z terminowym wypuszczeniem na rynek supersamolotu A380, będzie zwalniać pracowników w Hamburgu (w tym mieście Airbus zatrudnia 14 tys. osób i jest największym pracodawcą). Politycy mają nadzieję, że dopóki w niemieckich rękach znajduje się stosunkowo duży pakiet akcji EADS, mogą do pewnego stopnia wpływać na spółkę. Niemiecka kanclerz zaznaczyła, że "jest gotowa osobiście wspierać firmę".